SIATKÓWKA

czwartek, 09 sierpnia 2012

fot. Kuba Atys/Agencja Gazeta

I cóż rzec po tym, co widziała cała Polska? Jakich słów użyć do opisania tej smutnej masakry dokonanej na polskich siatkarzach? Rosjanie, choć skakali dwa piętra wyżej, chronili siatkę dwa razy grubszym murem, spektakularnej wirtuozerii nie pokazali. Nie byli ani nieomylni(24 niewymuszone błędy, przy 23 Polaków), ani skuteczni w obronie( 61.70% przyjęcia przy 63.64% Polaków)   Nie zamierzam więc powielać stwierdzenia  niektórych, jakoby sąsiedzi ze wschodu weszli na obroty dla naszych reprezentantów nieosiągalne.  Bardziej skłaniałbym się ku refleksji, że to nasi- przed Igrzyskami wyjątkowo niedoścignieni, w Londynie obstrukcyjnie szarawi, rywalom zwycięstwo wyłożyli wręcz na tacy.

 

Na Olimpiadzie Polacy zwycięsko zakończyli tylko połowę z sześciu rozegranych spotkań. To wynik gorszy od tego sprzed czterech lat w Pekinie.  Po obiecującym rozbiciu  Włochów, gładkim 3:0 z Argentyną, Kurek, Bartman i spółka niepokojąco parli w stronę rażącej przeciętności.  A poprzeczkę nie do przejścia  wyznaczali im trawiona wewnętrznymi konfliktami Bułgaria i drugoligowa w siatkarskim świecie,  anonimowa Australia.  To w starciach z tymi rywalami ujawniły się mankamenty nienaruszonej wcześniej Biało-czerwonej machiny. Przestał funkcjonować atak, całkowicie odpadł blok, brakowało werwy. Bój z Rosją tylko dookreślił zanik lidera w osobie Bartka Kurka( z Rosją 3 zepsute zagrywki, 8 punktów na 21 ataków, skuteczność 23.81%). Mitem stał się także atut równej dwunastoosobowej kadry. W dzisiejszym ćwierćfinale, choć od początku nie szło, zmienników nie było.

 Próżno doszukiwać się jednej znaczącej przyczyny blamażu. Nie wiem nawet, czy jest sens. Z wypowiedzi głównych aktorów londyńskiego widowiska wnioskować można, że gra „nie siedziała” już na początku drogi - po wygranej z Włochami. Z kolei  członkowie sztabu szkoleniowego nieśmiało apelowali  po meczu z Bułgarią, że zawodnicy czują się przemęczeni.

Niestety, o tych sygnałach dowiadujemy się już po śliwkach, a to zaczyna przypominać niepokojącą polską przypadłość do ścinania głów. Oby zbyt łatwo nie zburzono niedokończonego dzieła, które było i jest wyjątkowe, a którego pęd do hegemonii widać dziś jak nigdy wcześniej . Nawet jeśli na jego zwieńczenie mielibyśmy czekać kolejne cztery lata.

Zakładki:
Tagi