piątek, 22 marca 2013

18.52 Powinniśmy wziąć to gwałtem. Bycie strusiem, który chowa głowę w momentach najważniejszych testów zaczyna się robić dojmujące. Czas prężyć pierś i rywala, który od kilkunastu tygodni boryka się ze sportową zarazą, pokonać pewnie i bez skrupułów. Mamy do tego zadania wszelkie potrzebne narzędzia. 

Jeśli nie dziś, to kiedy, wielki w klubie Robert Lewandowski stanie się wielkim w reprezentacji? Bardziej odpowiedniego, potrzebnego na przełamanie momentu, ultragwiazdor BVB wymarzyć sobie nie może... Ten mecz da odpowiedź czy jest gotowy, by w roli lidera poprowadzić kolegów w marszu zwycięstwa do Brazylii.

18.59 Majewski i Łukasik w pierwszej jedenastce. Świetna, odważna decyzja. Jak powiedział w audycji "Sportowe tiramisu" Remigiusz Makuch, lepszy zapieprzający od bramki do bramki Majewski niż stojący i rozkładający ręce Obraniak. Redaktor Makuch trafił również z typem Łukasika. Zawodnik, który już zaczyna imponować dojrzałością emocjonalną, spokojem i inteligencją w rozegraniu piłki w środku pola, dziś dostaje szansę tak dużą, jak w meczu z Anglią dostał kolega z Polonii Paweł Wszołek. Czy wykorzysta ją w większym stopniu? Zadanie na pewno niełatwe. Środek pomocy to na pewno silna, solidna formacja Ukraińców. Jeśli w pierwszym składzie wyjdzie Tymoszczuk- Łukasik z szarych realiów ligi polskiej dozna skoku futbolowego na poziom dominatora Bundesligi, ćwierćfinalisty Champions League. 

 

19.19 Wygrywając dzisiaj znacznie ułatwiamy sobie zadanie. Czarnogórcy, którzy prowadzą w grupie wyczerpali już "doładowanie" w postaci meczów z San Marino. Dzisiejszym meczem mamy realną szansę na "wywalczenie" łatwiejszego spotkania w Kijowie z Ukrainą. Jeśli pojedziemy tam opromieniemi zwycięstwem w Warszawie, stawiam wszystkie pieniądze, że w Kijowie też z sąsiadami zwyciężymy. 

19.26 Artur Boruc w bramce. Tu nie ma wątpliwości. Zatrzymuje rywali w najsilniejszej lidze świata, broni karne, w dodatku wraca do kadry głodny występów po tym, jak skonfliktował się z trenerem Smudą. Jestem pewien, że te 3 lata bez gry z orzełkiem nie sparaliżuje Artura, a zmobilizuje go do fantastycznej gry. Gry, jaką pokazywał zawsze z największymi. Był naszym bohaterem w meczu z Niemcami na MŚ 2006 i na EURO 2008. W takim samym zestawieniu Wojciech Szczęsny wyleciał w meczu z Grecją i z konieczności zakończył rodzime Euro. Nie zdał wtedy egzaminu dojrzałości, nie zdaje go też teraz w klubie, gdzie traci miejsce na rzecz niepowołanego Łukasza Fabiańskiego. Wybór Fornalika zdaje się być konsekwentny i logiczny. 

19.37 Anatolij Tymoszczuk na ławce!!!! Facet jest graczem wybitnym. W reprezentacji Ukrainy rozegrał ponad 100 spotkań. Jest ostoją, kapitanem i najbardziej utytułowanym graczem Ukrainy. Obok byłego najlepszego piłkarza świata Andrija Szewczenki najbardziej rozpoznawana postać kadry rywali. W Bayernie wieczny rezerwowy, dziś również przegrał rywalizację ze znacznie mniej utytułowanymi kolegami. Jest to tym większy szok, jeśli pomyślimy, że nie zagra Konoplianka. Nie spodziewałbym się, że zaryzykuje przy absencji agresywnego Konoplianki również ławkę gracza Bayernu. Tym lepiej dla nas?

19.49 Boruc - Boenisch, Glik, Wasilewski, Piszczek - Rybus, Krychowiak, Majewski, Łukasik, Błaszczykowski - Lewandowski.  Największym zaskoczeniem ale i wyborem zasadnym jest występ od pierwszej minuty Daniela Łukasika. Świetny występ przeciwko Górnikowi Zabrze, dojrzała gra i wiele prostopadłych otwierających podań. Cieszę się też z występu Radosława Majewskiego. Radek powraca po trzech latach do kadry i jest w stanie pokazać dużo więcej niż grający na stojąco Obraniak. Walory tego drugiego słabną również z faktem, że na lewej stronie od pierwszej minuty zagra Maciej Rybus. Zawodnik Tereka potrafi strzelać z daleka równie efektownie co Obraniak(udowodnił to w meczach Legii 1,5 roku temu w LE, oraz w meczach ligi rosyjskiej), a w destrukcji daje tyle co trzech Obraniaków. O obrońcach za chwilę!

19.56 "Kuba Wawrzyniak pewnego poziomu nie przeskoczy"- mówił w Sportowym Tiramisu Remigiusz Makuch. Prawie się zgodzę. Wawrzyniak nieco ponad rok temu przeżywał najlepsze dni w karierze. Był filarem Legii, rozmontowywał rywali w LE, ale w ostatnim roku nieco zgasł i przestał się rozwijać. W dodatku wszyscy wiemy, że ma tendencję( jak kiedyś Arek Głowacki) do niefortunnych i tragicznych w skutkach kiksów. Poślizgnął się m.in. w Gdańsku przeciwko Niemcom, parę razy pozbawił Legię punktów, dlatego też przegrał rywalizację z siedzącym ostatnio na ławce w Bundeslidze Boenischem. Zawodnik Bayeru Leverkusen zaczął rundę wiosenną z wielką pompą. Był przez chwilę najlepszym lewym obrońcą Bundesligi, teraz siedzi na ławce. Ale to i tak zdaje się być pół poziomu wyżej niż Kuba Wawrzyniak. Zgadzam się z Fornalikiem bez dwóch zdań :)

20.04 Glik mówi, że świetnie rozumie się z Wasilewskim. Dziś będzie miał dodatkową motywację, bo obserwować jego poczynania będą skauci Lazio Rzym i AS Roma. I o ile Glik jest w formie i powinien nie zawieść, to Wasilewski ma poważne problemy. Siedzi od wielu miesięcy na ławce, brakuje mu minut meczowych i czucia piłki. Na szczęście napastnicy Ukrainy to nie Wayne Rooney, więc i niewielkie błędy nie powinny być tragiczne w skutkach. Co więcej, nie widzę alternatywy dla tej dwójki. Salamon jest w podobnej sytuacji co Wasyl, ale brak mu doświadczenia, więc w bezpośredniej rywalizacji przegrywa miejsce z rutynowanym kolegą. W Sportowym rzuciliśmy kandydaturę Jędrzejczyka, ale to już historia...

20.28 Zastanawiam się nad różnicami pomiędzy Rybusem a Grosickim. Grosik jest bardziej dynamiczny, częściej wchodzi przebojem w pole karne. Rybus jest lepszy technicznie, ma mocniejsze i celniejsze uderzenie z dystansu. Obaj zawiedli na Euro 2012, gdzie  nie dźwignęli rangi turnieju. Dziś szansę, tak jak w meczu z Grecją, dostaje Maciek Rybus. Najwyższy czas na rehabilitację. Inaczej resztę eliminacji może oglądać z ławki rezerwowych. 

20.38 Zastanawiam się nad taktyką na spotkanie. Oczywiście póki co zostawiam to Fornalikowi, Niemniej jednak, mam wielkie przekonanie, że powinniśmy się na nich rzucić od pierwszej minuty spotkania. Winniśmy atakować, strzelać, ryzykować. Bo Ukraina to nie Hiszpania... 57 tys. ludzi na stadionie. Nie sądziłem kilka lat temu, kiedy na Łazienkowskiej mieściło się 14 tys ludzi, że tak szybko uda nam się zbudować wielki stadion i zapełnić go w całości. Bez odbioru na dłuższy czas :) Powodzenia!

20.49 Tragicznie Boenisch! Stał biernie. wyszliśmy tragicznie spięci. Ukraina może teraz się cofnąć. Ba! Ona na pewno się cofnie, to jest wynik, o który im tu chodzi. Kluczowe będzie strzelenie tu bramki SZYBKO!!!!

20.53 Ukraina gra o wszystko. To widać. 0-2

21.43 Do przerwy 1-3. Zacznę od pozytywów. Radek Majewski kilka dobrych dośrodkowań, zagrań, na pewno jedna z jaśniejszych postaci w naszej kadrze. Tytaniczną pracę wykonuje Kuba Błaszczykowski, który zdaje się być wszędzie. Kamil Glik, kilka bardzo dobrych zagrań głową, które pozwoliły nie przegrywać tu więcej. Minusy? Wiadomo, fatalna, zabetonowana obrona. Nieprzygotowany do gry Wasyl i Boenisch, na którego konto ląduje pierwsza bramka. Kompletnie spętane nogi ma Daniel Łukasik, który do tego zarobił żółtą kartkę i jest ewidentnie do zmiany. Nie było widać Rybusa, za którego ja już teraz wpuściłbym Kubę Koseckiego. Trzeba zaryzykować, zdjąć jednego obrońcę i wpuścić do napadu Łukasza Teodorczyka. Dla panów reprezentantów zaczynają się sądne, najtrudniejsze 45 minut. Tak samo trudne jak drugie 45 w Portugalii za Leo Benhakkera, tak samo bolesne jak drugie 45 z Łotwą w 2003. Mogą uratować nas jaja i cud.

21.47 Pozostaje się modlić o nasz remis i zgubione punkty Czarnogórców z Mołdawią. Tylko tak możemy uratować te eliminacje.

22.40 Odnoszę wrażenie, że gorzej tego meczu nie można było przegrać. Jeśli znacie styl, który mógłby wyglądać gorzej, wskażcie mi go, chętnie poprawię sobie humor. Po tym spotkaniu oficjalnie tracimy szanse. Musielibyśmy wygrać wszystkie mecze eliminacyjne i liczyć na korzyste rezultaty w meczach rywali. 

niedziela, 24 lutego 2013

Pytany przeze mnie kilkanaście dni temu o przebieg walki Gołota vs Saleta Dariusz Michalczewski odpowiadał z nieskrywaną nonszalancją w głosie, że będzie to festyn, ale festyn dwóch dobrze przygotowanych bokserów. I o ile z drugim stwierdzeniem możemy się zgodzić, o tyle to pierwsze, choć wydawało się głosem rozsądku, okazało się strzałem kulą w płot.

Końcówka trójmiejskiej gali stała się bowiem widowiskiem nietuzinkowym. Zaskoczeniem na plus 45- latków był niemal każdy aspekt, poczynając od mobilizacji sportowej, poprzez tempo wymian, kombinacje ciosów, na przygotowaniu fizycznym kończąc. Niemal, ponieważ znów zawiodła mityczna już w polskim boksie psychika Andrzeja Gołoty. Gdyby Endrju podczas liczenia wstał, stężenie dramaturgii biłoby na głowę każdą walkę wagi ciężkiej, którą udało się w kraju nad Wisłą na przestrzeni ostatniej dekady wyprodukować. I choć zabrakło oczekiwanego rozbratu Andrzeja z własnymi demonami(wcześniej padał podobnie z Grantem, Brewsterem i Tysonem), to po tak szokującym obrazie nie może zabraknąć wniosków.

 

Pierwszy? Wszyscy, którzy nie doceniali klasy sportowej Przemka Salety winni bić się w pierś i puszczać sobie jego pojedynek z Gołotą jako dowód na to, że można godnie kończyć karierę w kulminacyjnym jej momencie.  

 Drugi? Powinni wstydzić się promotorzy i organizatorzy gal w Polsce, których walki wieczoru  promują niby prospektów, a tak naprawdę napompowanych rekordami "mistrzów"(Andrzej Wawrzyk, Dawid Kostecki) pasków nieznanych, którzy biją kelnerów reklamowanych jako super przeciwnicy. W Gdańsku w wykonaniu Salety i Gołoty widzieliśmy prawdziwy sport, dramaturgię i serce, a nie kalkulację, biznes i wątpliwy poziom sportowy.

 Trzeci? Niech fani sportu pokażą mi człowieka znanego powszechnie na naszym polskim podwórku, który wykonał większy progres w tak późnym stadium swojej kariery niż Przemek Saleta? No słucham? Oglądałem dokładnie walki z McCallem, Luanem Krasniqi, czy te w formule MMA z Najmanem. W tamtych potyczkach Saleta nawet nie zbliżył się do klasy, przygotowania i umiejętności prezentowanych przeciwko Gołocie. Autentycznie nie widzę nikogo, kto na przekór upływającemu czasowi, mógłby szczycić się lepszym przykładem sportowego renesansu.

 

By nie piać z zachwytu nad zwycięzcą stawiam między nim a przegranym wspólny mianownik.  Wielka klasa pozaringowa Przemysława Salety i wciąż mimo upływu lat ogromny problem z psychiką Andrzeja Gołoty, nie powinny przechylać szali sympatii na stronę tego pierwszego. Warto jednak by zdeterminowały decyzje o końcu karier obu zasłużonych, ale wymagających już odpoczynku sportowców. Dla dobra ich samych.

 

piątek, 02 listopada 2012

 

fot. Fot. IAN LANGSDON / PAP/EPA

Grudzień zeszłego roku. W Multikinie w warszawskich Złotych tarasach odbywa się gala 90-lecia Polskiego Związku Tenisowego. Obok głównego punktu programu- filmu Janusza Zaorskiego o historii tenisa, przemówienia zaproszonych gwiazd polskiego tenisa.

O swoich sukcesach w 2011 r.  opowiada  Agnieszka Radwańska, nasz debel Fyrstenberg/Matkowski oraz wzruszony sukcesami w wielkoszlemowych Roland Garros i Wimbledonie Łukasz Kubot. W kuluarach mówi się jak będzie wyglądał następny rok- część ekspertów nazywa Michała Przysiężnego polskim Federerem,  inni wierzą w powtórkę sukcesów Radwańskiej i wejście do pierwszej 30-stki Kubota.

Niewielu mówi o bardzo wysokim chłopaku z Łodzi, 221 w rankingu ATP Jerzym Janowiczu. On sam wtedy konsekwentnie jeździ po mniej prestiżowych challengerach, zbiera doświadczenia.  Pytany we wrześniu ubiegłego roku o koszty sportu który uprawia, stwierdza, że wciąż jest jeszcze na minusie(więcej włożył „do interesu” niż z niego zarobił), rodzice sprzedali sześć sklepów, by syn mógł kontynuować zawodową karierę.

Rok 2012 Janowicz zaczyna od przykrej porażki z rąk Brytyjczyka zamykającego piątą setkę rankingu ATP. Nikt nie sądzi, że za kilka miesięcy będzie najlepszym polskim tenisistą, nadzieją na wielkie zwycięstwa i łakomym kąskiem mediów. W jego sukcesie intryguje może nie tyle liczba zwycięstw a stężenie dramaturgii, sposób eksponowania swojej radości i wiary we własne możliwości. Facet w ciągu jednego tygodnia pokonał 19, 15, 3, i 9 rakietę świata, takiej historii w księgach polskiego tenisa nie sposób znaleźć. Szaleństwo i fantazję przeplata stoickim spokojem przy piłkach meczowych dla rywala, w dodatku aspiruje do miana „tenisowego odkrycia sezonu”. Opierając się tylko na rankingu, jutro „Jerzykowi” przyjdzie  zmierzyć się z najsłabszym rywalem turnieju, ale nawet w tym wypadku znów nie będzie faworytem.  

Bo trudno doszukiwać się faworyta w anonimowym kwalifikancie, jedynym tenisiście, który nie doczekał się swojego profilu na oficjalnej stronie turnieju. A, że Janowicza nie można lekceważyć udowodnił już wcześniej. Dotarł do ćwierćfinału ATP w Moskwie, w imprezach rangi Challenger legitymuje się bilansem 33-9, w paryskim starcie swą doskonałą grą porwał nawet znakomitego trenera Brada Gilberta, który namaścił go jako przyszłego gracza top 10.

Skąd takie referencje? Janowicz jest stosunkowo młody, ma 22 lata i w perspektywie ogrom czasu na zebranie doświadczenia. Jego największym atutem są świetne warunki fizyczne(203 cm wzrostu) i atomowy serwis. Z początku przypominał mi swoją grą amerykańskiego wielkoluda Johna Isnera, ale teraz takie porównanie byłoby z pewnością dla Łodzianina krzywdzące. Wady? Oczywiście jest ich sporo, ale i sporo będzie miał okazji by je wyeliminować. Póki co Janowicz ma swoje pięć minut. Wygrywa, gra najlepiej w karierze i wprawia w zachwyt Polskę i świat. W niczym nie przypomina tenisisty sprzed roku. Na ten czas nam, zagotowanym kibicom to musi wystarczyć. To inny Janowicz, to nowy Janowicz.

wtorek, 16 października 2012

 

 

23.16 A może rzeczywiście dzisiejsze strumienie to... kampania kandydata na prezesa PZPN Edwarda Potoka?

23.00 Niemcy prowadzili 4:0 ze Szwecją a po końcowym geizdku tablice pokazywały wynik 4:4. Czy w ciągu najbliższych dwóch, trzech wieków, zakładając, że futbol niemiecki wciąż będzie w jakimś stopniu totalitarny i niebywale solidny, może się stać jeszcze raz taki przypadek? Jestem skłonny zaryzykować, że prędzej uderzy w nas asteroida, niż Niemcy dadzą sobie wbić 4 gole urzednio tyle pakując rywalom. 

22.35 A co się dzieje na innych stadionach!!! Portugalia u siebie przegrywa jak na razie z Irlandią Płn 0-1. W naszej grupie kolejny dramat Ukrainy, która przegrała z Czarnogórą 0-1 Z kolei Rosja wygrała sensacyjnie nisko z Azerbejdżanem 1-0. 

21.58 Mecz odwołany- stało się. Nie wiadomo jeszcze kiedy ponownie się odbędzie. Rzecznik PZPN Agnieszka Olejkowska nadała informację, że mecz jutro o godz. 17.00!

21.32 Murawa zatrzymała nas we Frankfurcie w 1974 roku. Psioczyliśmy na nią, gdybaliśmy, co by się stało, gdybyśmy mięli suchą płytę. A teraz? Jaki los napisze dzisiejsza decyzja? Ja osobiście modlę się o przełożenie tego spotkania na zupełnie inny termin(zakładam, że jest na to jakaś nadzwyczajna szansa), który dałby nam więcej szans na zwycięstwo. Może to co nam w opinii niektórych zabrano, w najbliższym czasie zostanie oddane? Może wróci Kuba? A może tak dziś został nadszarpnięty nasz wizerunek, że jedyną formą rekompensaty będą dysponować piłkarze, ich forma i ewentualne zwycięstwo? Wróżymy z fusów.

21.19 Taka moja choć trochę optymistyczna wizja: niech ten mecz się nie odbędzie. Już teraz Stadion Narodowy opuściła masa kibiców, co działa na niekorzyść naszych piłkarzy. W atmosferze nerwowości i skandalu nie sądzę, by jakkolwiek naszym atutem było to, że gramy u siebie. Jest jeszcze jeden płomyk nadziei- sponsorzy, wpływy, kibice, oglądalność- to wszystko jest ważne w futbolu. Może to będzie argument, by tego meczu nie grać dziś, nie grać jutro, a zagrać np. za trzy tygodnie, gdzie wzmocnić naszą formację będzie już w stanie Kuba Błaszczykowski

21.08 Niesłychane. Odebrało mi mowę. Kompromitacji ciąg dalszy. W 2007 roku na Stadionie Legii Warszawa w meczu reprezentacji Polski z Kazachstanem wysiadło światło. To była prawdziwa "ciekawostka przyrodnicza" dla zagranicznych mediów sportowych. Dziś, po  sukcesie EURO przychodzi nam zebrać policzek w twarz. Aż zadrżałem- co by było, gdyby taka kompromitacja nastąpiła np. w meczu półfinałowym Niemcy- Włochy na Mistrzostwach Europy. Cały wysiłek poszedłby w diabły. Może to rzeczywiście pocieszenie.

20.38 Widziałem obrazki z rozgrzewki polskich zawodników. To woła o pomstę do nieba!!! Tytoń jakby taplał się w błocie, Sobiech kręci głową z poczuciem żenady. 50 tysięcy ludzi na stadionie z całego kraju, kto im odda za bilety, za noclegi? Wielki wstyd zamiast wielkiego święta.

20.26 Poza sportowymi emocjami, mamy na Narodowym skandal. Stadion, który zbudowany został specjalnie z myślą o takich właśnie jak deszcz ekstremalnych sytuacjach, dziś, w kluczowym momencie, przed takimi sytuacjami się nie broni. Wciąż nie mogę pogodzić się z paradoksem, że zasłaniano dach na mecz z Grekami, a teraz, a w zasadzie wczoraj nie podjęto kluczowej dla organizacji tego meczu decyzji.

20.15 Pierwsza sensacja w drużynie gości. Defoe wyjdzie w pierwszym składzie. Nie stawiałem go w gronie tych, którzy mogliby tu wyjść od początku. Ciekawe ile wpływu na decyzję Hodgsona ma pogoda panująca w Warszawie. Tak na marginesie: nie można było tego dachu zamknąć? Zamykaliśmy go, jak panował w Warszawie skwar sprzyjający Grekom, nie zamykamy teraz, gdy mógłby to być nasz atut. Anglicy znani są z siłowej gry. Dla nich grząskie boisko to atut, bo a) taką pogodę mają u siebie b) są lepiej przygotowani kondycyjnie. Atuty Polaków w zastanej sytuacji? Anglicy nie będą mogli grać swojej dobrej, technicznej, szybkiej piłki.

20.07 Nie dajmy się zwieść pozorom. Mecz Polska- Anglia to nie jest futbolowy hit dla maniaków piłki nożnej. Obie nacje są ofiarami własnych futbolowych sukcesów z futbolowej prehistorii. Polacy po złotej dekadzie 72-82, przez następne 30 lat nie wygramolili się choćby na chwilę z kopanej mizerii notując najniższe w historii pozycje w rankingu, najgorsze w historii eliminacje(Benhakkerowskie EMŚ2010), oraz nieudane rodzime Mistrzostwa Europy. Synowie Albionu od 40 lat na każdej dużej imprezie stawiają siebie w równym rzędzie z Brazylijczykami, Niemcami i Argentyńczykami, nie będąc w stanie przeskoczyć w żadnej z nich fazy ćwierćfinału. Im gorzej wygląda stan piłkarskiego bogactwa dzisiejszych rywali, tym intensywniej obaj deklarują gotowość do sukcesów. Mamy doprawdy wiele z Anglikami wspólnego, nawet matematyczny pojedynek remisujemy: oni mają znacznie lepszą ligę, my częściej wdrapywaliśmy się na reprezentacyjne podium. Jest się kogo bać?

20.05 Do meczu pozostało niespełna 45 minut. Wróciłem do domu, mam dostęp do Internetu, a emocje gotują się we mnie intensywniej niż pomidorowa kilkanaście metrów dalej za ścianą. Czas więc popisać coś na temat spotkania Polska- Anglia. Nie będzie za dużo i nazbyt płynnie, bo zamierzam wnikliwie przyglądać się truchtom aktorów dzisiejszego widowiska. Tym trudniejsze by to było zważywszy na fakt, że nie obędzie się bez skakania i zdzierania gardła. 

 

poniedziałek, 15 października 2012

foto: naszlondyn.org

 

Do meczu z Anglią pozostał jeden dzień. Z upływem każdej minuty emocje będą rosły. Ja również zastanawiam się nad jedenastką, jaką na ten mecz oddeleguje Waldemar Fornalik. Postanowiłem wejść w rolę selekcjonera i korzystając z wnikliwych obserwacji stanu dobrobytu wytypować optymalne dla mnie ustawienie na mecz z Synami Albionu. Poniżej krótkie uzasadnienie decyzji.

 

 

Przemysław Tytoń- W meczu z RPA zaliczył kilka bardzo udanych interwencji. Mimo tego, że nie gra w klubie, nadal interweniuje pewnie. W Czarnogórze otrzymał porcję adrenaliny i presji, której się nie poddał, a  której to doświadczenie niezbędne będzie w Warszawie.

 Jakub Wawrzyniak- Na tej pozycji wątpliwości być nie powinno. Nie wyobrażam sobie, by  regularnego Jakuba Wawrzyniaka mógł w meczu z Anglią wygryźć ktoś z pary Komorowski-Wojtkowiak. Komorowski strzelił bramkę? Owszem, ale mnie nie przekonuje. Ot co 

 Kamil Glik- pewniak w Torino, winien być również pewniakiem do występu przeciwko Anglii. Powód? Świetna gra głową, czyli atut wystarczający, by na niego stawiać. Przy konieczności przesunięcia Piszczka na prawą pomoc i Wasilewskiego na prawą obronę jedyny słuszny do duetu z Perquisem. W przypadku wystawienia przez Hodgsona dobrze główkującego Carolla, idealny kandydat na indywidualnego plastra.

 Damien Perquis- Nie wystrzega się błędów. ale nie od dziś wiadomo, że środek obrony to jedna wielka puszka Pandory. Jeśli nie on, to kto?

 Marcin Wasilewski- Przy pladze kontuzji zawodników mogących zagrać na prawej pomocy( Błaszczykowski, Peszko, Kosecki) pokusiłem się wystawić Piszczka na prawej pomocy, stąd naturalnym manewrem jest przesunięcie grającego niegdyś na prawej stronie defensywy Wasyla tamże.

 Eugen Polanski- Z Niemiec dochodziły wieści, zagra, nie zagra. Wiemy już, że Eugen wraca na zgrupowanie. To dobra wiadomość. Patrząc na przechodzącego obok gry Ariela Borysiuka, Polanski wygląda przy nim jak Steven Gerrard. To właśnie legendę Liverpoolu będzie miał za zadanie zawodnik Mainz zatrzymać. Od tego, czy mu się to uda, zależeć będzie wynik meczu z Anglią. Odcięci od podań Rooney i Welbeck nie będą stanowić tak wielkiego zagrożenia.

 Grzegorz Krychowiak- o tym człowieku w ostatnim tygodniu mówiono więcej niż o kontuzji Kuby Błaszczykowskiego. A mówiono w samych superlatywach. Solidne 5 miejsce w Ligue 1 i pełne 90 minut w każdym meczu Reims, a także dobry występ przeciwko RPA dają mu okazały mandat. Mówił o Anglii, że nie tworzą zespołu, sam za zadanie będzie miał stworzyć z kadrą kolektyw.

 Kamil Grosicki- Euro 2012 mu nie wyszło, mecz z RPA pokazał, że Theo Wallcotem to zawodnik Sivasporu jeszcze nie jest. Błysnął kilka razy z RPA, we wtorek przebłyski musi rozmnożyć.

 Ludovic Obraniak- kilka ujęć z piątkowego meczu zdawało się zadawać kłam teorii jakoby nie rozumiał się z resztą kadry. Na ławce dyskutował, śmiał się z kolegami i żartował. Być może zażegnał konflikt z kolegami z drużyny- oby miał szansę zatrzeć złe wrażenie z meczu z Czarnogórą.

 Łukasz Piszczek- W Borussii hulał na prawej flance, czy to pod swoim, czy pod polem karnym rywali. O tym, że jest uniwersalnym piłkarzem i jest w stanie zagrać na różnych pozycjach wiemy jeszcze z czasów, kiedy był napastnikiem i właśnie prawym pomocnikiem. W tym sezonie kilka asyst już zdobył, prawa pomoc na pewno od kolejnej go nie oddala.

 Robert Lewandowski- innego wyboru być nie mogło. Pod dyskusję poddawano tylko, czy wyjdziemy jednym Lewandowskim, czy duetem napastników Lewandowski-Sobiech. Gracz Hannoveru w sparingu z RPA zmarnował kilka setek, przeciwko Synom Albionu na pomyłki nas nie stać. M.in. z tego powodu(ale  też z porażki systemu z dwoma  środkowymi napastnikami) sam Lewy.

Zakładki:
Tagi