wtorek, 04 czerwca 2013

W Realu żegnali go najwięksi pięknie. Robiąc szpaler przy linii bocznej dziękowali Dudkowi za kilka lat cierpliwego grzania ławy na Santiago Bernabeu. Tam był lubiany i szanowany. Nawet jeśli mało grał i o miejsce w składzie stawał w szranki z legendą Ikera Casillasa. U nas mają wątpliwości...

Do 2006 roku absolutna ikona polskiej kadry narodowej. „Ale że Dudka nie wzięli na mundial"- słynne zdanie ze skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju przeszło do historii bynajmniej nie dlatego, że było zabawne. Odzwierciedlało ono najbardziej druzgocącą informację maja 2006:
„Paweł, czy jesteś pewien?"- pytał zdumiony Michał Olszański trenera Janasa, kiedy ten nie wyczytał nazwiska Jerzego podczas ogłaszania powołań na Mistrzostwa Świata. Niewzruszony Janas potwierdził...

Ruszyła lawina komentarzy. Mimo, że w kadrze zaczął właśnie brylować Artur Boruc, a i do jej bram coraz śmielej pukał Tomek Kuszczak, nikt raczej nie wyobrażał sobie Biało - Czerwonych bez ubiegłorocznego zwycięzcy Ligi Mistrzów. Zasłużył i na Mundial pojechać powinien. I choć wtedy tak myśleliśmy, dziś chyba sam Dudek nie żałuje, że wówczas w Niemczech się nie znalazł. Bo Kadra w atmosferze skandalu odpadła już w fazie grupowej a trenera Janasa zastąpił Leo Benhakker. Ale i on dla rezerwowego Realu Madryt miejsca nie wygospodarował.

Mimo to Dudek się nie obraził. Próbował ratować u boku Stefana Majewskiego przegrane eliminacje do Mundialu w RPA. Nosił się z zamiarem zakończenia piłkarskiej kariery, a jednak wierzył ( i może wciąż wierzy), że końcówka zawodniczej przygody potoczyć się mogła/ potoczy się inaczej. Że nie będzie musiał tylnymi drzwiami wchodzić do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Że wspomoże kadrę nie wtedy, kiedy innym nie idzie, ale razem z nimi. Że wreszcie nie zamknie reprezentacyjnego licznika w atmosferze wątpliwości i dziennikarskich żali. Tego ostatniego najbardziej szkoda. Nie jest bowiem argumentem, że jego występ psuje kadrze przygotowania do ważnych meczów. Te najważniejsze ekipa Fornalika poprzegrywała jakiś czas temu. Bez Dudka. 

środa, 15 maja 2013

- Oglądałem Janowicza, bardzo mi się podobał, ale w starciu z Jo-Wilfriedem Tsongą daję mu tylko 10 proc. szans na zwycięstwo - mówił przed meczem II rundy turnieju ATP w Rzymie komentator Eurosportu Witold Domański. Nie przytaczam jego wypowiedzi, by nazwać go durniem - jeszcze kilka godzin temu pod zdaniem pana Witolda podpisałbym się obiema rękoma. 

Bo przecież domniemywać można, że młody i ze świetnym serwisem, zadziorny i z zabójczym forehandem, ale na fizycznie idealnego, taktycznie wzorowego Tsongę nie miało prawa to wystarczyć. Nie miało? A jednak! Polak po raz kolejny udowodnił, że jego żadne prawa na korcie nie obowiązują. Jak czuje się skrzywdzony, to krzyczy i kłóci się z sędziami. Jak gwiżdżą na niego to podkręca atmosferę i robi im na złość przy okazji świetnie się bawiąc. Wreszcie jak ma przegrywać, wygrywa.

Janowicz to przypadek niecodzienny. Mimo młodego wieku, na tenisowe realia to zawodnik o kapitalnie wyćwiczonych elementach kortowego rzemiosła. Serwis opanowany niemal do perfekcji, znakomity forehand i nierozszyfrowany jeszcze przez rywali drop shot. Dystans jaki dzieli go do ścisłej czołówki jest wciąż spory ponieważ Polak nie potrafi jeszcze grać równo. Zagrania bajeczne, pokazywane po wielokroć w powtórkach przeplata serią nieudanych smeczów czy skrótów. Co gorsza, proste błędy przytrafiają się Jerzykowi w najważniejszych momentach spotkań. Ale za to właśnie jest uwielbiany. Funduje kibicom dramat  powodowany nonszalancją, by za chwilę czterema asami w 30 sekund zakończyć gema. I oni wiedzą, że Janowicz robi to dla nich i pod nich.  Nie zawsze daje to końcowy efekt, ale dziś w meczu z ósmą rakietą świata zadziałało.

 

Ze spotkania na spotkanie Łodzianin rozwija swoje umiejętności, uczy się nowych zagrań. Jeśli tempo jego rozwoju utrzymywać się będzie na podobnym poziomie, powinien w ciągu kilkunastu miesięcy znaleźć się w czołowej dziesiątce rankingu światowego. Musimy jednak pamiętać, że mecze w wykonaniu Jurka nie będą kopią  wzorowych spektakli Novaka Djokovicia i Rogera Federera. Nie znajdą w sobie też polotu jak u Gaela Monfilsa.  Wyznaczą za to nową, cenioną przez widownię jakość. Z Polski. 

czwartek, 02 maja 2013

foto: guardian.co.uk

Była 45 minuta, gdy Howard Webb zaprosił piłkarzy do szatni podczas ciepłego wieczoru na Camp Nou 8 kwietnia 2009 r. Na zegarze widniał wynik 4-0, a nieopodal na murawie stadionu, przy akompaniamencie wiwatujących kibiców, zdruzgotanego, zapłakanego Francka Ribbery'ego pocieszał Lionel Messi.

 

To był mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Wszyscy współczuli wtedy Bayernowi. Ledwie 45 minut wcześniej gracze z Bawarii mieli uzasadnione marzenia o równorzędnej walce w stolicy Katalonii. Nie przegrali bowiem w tamtej edycji Ligi Mistrzów jeszcze meczu, urządzili sobie kanonadę w dwumeczu ze Sportingiem a i oponenci krytykowani byli za tracenie gradu bramek. Szybko jednak okazało się, że brutalność futbolu sięga dalej niż piękna wyobraźnia Bawarczyków. Jeszcze przed upłynięciem kwadransa Eto'o, później dwukrotnie Messi, a pod koniec pierwszej połowy Henry, wykonali na rywalach egzekucję brutalną do tego stopnia, że największy twardziel boiskowy- Franck Ribery płakał w kołnierz pocieszającemu go piłkarzowi rywala. Sytuacja na tyle niespotykana, że hiszpańska Marca nazwała ją w ówczesnej korespondencji mianem „nie z tej ziemi".

 

Ten sam Messi, który władował wówczas dwa gole w dwadzieścia minut, dziś czuł niemoc nieporównywalnie większą. W przeciwieństwie do reprezentanta Trójkolorowych, zmagał się nie tylko z niedoścignionym rywalem, ale co gorsza, z własną kontuzją.

Tragizm Messiego polegał na jaźni, bo przecież bez jego gry Barcelona nie istnieje. Miał świadomość bycia jej motorem napędowym, a zarazem tym, na którego najbardziej liczą i którego za porażkę w pierwszej kolejności obarczą. A mimo to spotkanie oglądał z ławki rezerwowych. Dlatego, że musiał, czy półfinał mimo wcześniejszych zapowiedzi odpuścił trener Vilanova? Odpowiedź na to pytanie niczego już nie zmieni. Mnie interesuje jedno:
Co w pamiętny wieczór sprzed ponad czterech lat powiedział Messi Ribery'emu? Jeśli chciał mu współczuć, to od dzisiaj nie musi. Ten drugi wyrównał rachunki. Z nawiązką. 

piątek, 12 kwietnia 2013

W Szwajcarii w Nyonie odbyło się losowanie półfinałów Ligi Mistrzów. Borussia Dortmund zmierzy się z Realem Madryt, a Bayern Monachium z FC Barceloną.

Dwa półfinały Niemiecko-Hiszpańskie: Bayern- Barcelona, Borussia- Real. Lepszym scenariuszem Liga Mistrzów obdzielić nas nie mogła . Tylko takie losowanie otwiera drogę każdemu z czterech zespołów do finału. Dlaczego? Bayern jest niebotycznie silny, właśnie pobił swój rekord, zdobywając najszybsze w historii Mistrzostwo Niemiec. Na tę chwilę z trójki półfinalistów, jest jedyną drużyną, która może pokonać Barcelonę. Przy obecnych problemach Dumy Katalonii jej przeciwnicy nie wydają się być wcale na straconej pozycji. Niestety, z punktu widzenia Bawarczyków niekorzystne jest to, że zaczynają u siebie. W gronie półfinalistów Monachijczycy są jedyną drużyną, która w fazie pucharowej przegrywała mecze na własnym stadionie.  I o ile taki układ nie zadowala niemieckiego zespołu, o tyle już kataloński bardzo. Barcelona jeśli gdzieś miażdżyła tlących w sobie nadzieję na awans rywali (AC Milan wygrał we Włoszech 2:0), to robiła to w rewanżach, na Camp Nou.

W drugim półfinale trzecia już w tym sezonie potyczka między Borussią i Realem Madryt. W poprzednich korzystniej wypadało BVB, remisując na wyjeździe 2:2 i zwyciężając 2:1 na własnym podwórku. Dla graczy z Dortmundu rozgrywki Champions League stały się ważniejsze od ligi, kiedy Bayern zdobył Mistrzostwo Niemiec. Niezagrożona bowiem wydaje się pozycja wicelidera niemieckiej ligi (6 pkt przewagi nad Leverkusen), a i szansa na podbicie Ligi Mistrzów podobna, do tej sprzed 16 lat. Borussia pokonała wówczas w finale Juventus 3:1. By jednak historia mogła zatoczyć koło, zespół z trzema Polakami w składzie musi wyciągnąć radykalne wnioski. Losy ćwierćfinałowe mogli bowiem piłkarze Jurgena Kloppa rozstrzygnąć na swoją korzyść już w pierwszym meczu, ale multum sytuacji, które tworzyli w Hiszpanii niemiłosiernie pudłowali. Drugiej takiej szansy nie dostaną. Cuda, które wydarzyły się przeciwko Maladze na Signal Iduna Park, zdarzają się raz na parędziesiąt lat. W dodatku pierwszy raz w fazie pucharowej Niemcy zaczną meczem u siebie. By myśleć o finale na Wembley, będą musieli spotkanie w Dortmundzie wygrać, a o to na pewno będzie trudniej niż w październiku, kiedy bili Królewskich 2:1.

Statystyki półfinalistów dowodzą, że wyniki są sprawą otwartą, a faworytów próżno szukać. Bayern poległ w dramatycznych okolicznościach rok temu z Chelsea. Jeśli zemsta może smakować, to chyba tylko w roku, w którym poprzedni zwycięzca – Chelsea, jako pierwszy w dziejach odpadł z LM na etapie fazy grupowej. Obwoływana regularnie najlepszą drużyną w historii piłki nożnej Barcelona, z najlepszym piłkarzem świata, Leo Messim na tron powrócić musi, bo i kibice i właściciele innego scenariusza nie zaakceptują. Obie drużyny - Barcelona i Bayern,  do pewnych zwycięstw na krajowych boiskach, chcą dorzucić najcenniejsze europejskie trofeum.

Na drugim biegunie są Borussia i Real. By zatuszować wstydliwe różnice punktów, plasujące je za liderami swoich lig, w europejskim czempionacie muszą zagrać va banque. W przeciwnym wypadku sezon dla obu wyżej wymienionych, będzie można uznać za stracony.
Jeżeli się mylę, poprawcie mnie, ale odnoszę wrażenie, że każdy ma w tych półfinałach heroiczną rolę do odegrania. Rolę bardziej wyjątkową i bardziej wiarygodną, niż ta półfinalistów z poprzednich lat. A to, w połączeniu z brutalną rzeczywistością, zakładającą że zwycięzca może być tylko jeden, czyni końcówkę tych rozgrywek jeszcze bardziej nieprzewidywalną. 

 

wtorek, 26 marca 2013

07:18 Cóż za uroczy poranek. Powitało mnie piękne słońce nad wciąż jeszcze zaspanym Gdańskiem. Planowo o 6:30 wystartowałem polskim busem do Warszawy. Co mnie uderzyło?? Nasza polska zamknięta mentalność. Wszystkie miejsca zajęte pojedynczo i autentycznie w każdym z rzędów porozrzucane kurtki, torby od laptopów, kanapki-  cokolwiek, co miało sugerować bym przypadkiem nie chciał usiąść do rzędu któregoś z delikwentów. Padło na starszego pana, który jako jedyny spośród 15 bloczków czerwonych siedzeń nie miał miny jakby chciał mnie zjeść bez sztućców i strawić. I jak tu wierzyć, że w tych trudnych czasach dla kadry ci sami statystyczni Polacy zasiądą razem na Narodowym i wydrą równo, intuicyjnie gardła? Gdzie się podziała ta nasza solidarność?

 

07:35 Zatytułowałem tę relację jako "walka o życie". Naprawdę, co by nie mówić, będziemy dziś z rywalami tłuc się o resztki honoru w rankingu UEFA. W tym zestawieniu mecz z San Marino waży tyle samo, co mecz z Anglią, czy Ukrainą, liczą się bowiem nasze "osiągnięcia" z obecnych i poprzednich eliminacji,  a w tych wygraliśmy tylko z San Marino(dwukrotnie), Czechami i Mołdawią. By w następnych eliminacjach europejskiego czempionatu nie wylecieć do czwartego koszyka, musimy zacząć wygrywać. W przeciwnym wypadku wcale nie takim pewnym będzie awans na francuską imprezę( możemy trafić na grupę Niemcy, Portugalia, Ukraina). Czas na żmudne, konsekwentne oczyszczanie drogi. 

 

07:40 Ukraina podejmie dziś Mołdawię, a Czarnogóra zmierzy się z Anglią. Wariant nierealny, a idealny dla Polski, rozdałby 3 punkty Mołdawii w Kijowie, oraz po oczku w meczu Czarnogóra- Anglia. Wtedy tabela przedstawiałaby się następująco(zakładamy zwycięstwo naszych):

1. Czarnogóra 6 meczów 14 pkt

2. Anglia 6 meczów 12 pkt

3. Polska 5 meczów 8 pkt

4. Mołdawia 6 meczów 7 pkt

5. Ukraina 5 meczów 5 pkt

Wyglądałoby to już tylko źle, nie tragicznie. Jeśli jednak założymy bardziej realny wariant, czyli dwa remisy w meczach rywali, tabela wyglądałaby tak:

1. Czarnogóra 6 meczów 14 pkt

2. Anglia 6 meczów 12 pkt

3. Polska 5 meczów 8 pkt

4. Ukraina 5 meczów 6 pkt

5. Mołdawia 6 meczów 5 pkt

O innych wariantach na razie nie chcę myśleć, choć zdają się najbardziej prawdopodobne. 

8:00 Możemy jeszcze założyć, że Anglia wygra z Czarnogórą na ich terenie, Ukraińcy pokonają Mołdawię a Polacy rozstrzelają San Marino. To zresztą jeden z bardziej prawdopodobnych wariantów. Układ sił:

 

1. Anglia 6 meczów 14 pkt

2. Czarnogóra 6 meczów 13 pkt

3. Ukraina 5 meczów 8 pkt

4 Polska 5 meczów 8 pkt

5 Mołdawia 6 meczów 4 pkt

Taka sytuacja jeszcze nie wyklucza nas z walki o mundial. Zostałoby Biało-czerwonym do rozegrania 5 spotkań, które wciąż dawałyby nadzieję. To tylko dywagacje, więcej będziemy wiedzieć po dzisiejszych wynikach. Trzymajmy kciuki za Mołdawię.  

08:04 Z Facebooka dziennikarza Kuby Wątłego: "Polska reprezentacja piłkarska odwiedziła sierociniec. - To smutne zobaczyć te przygnębione twarze bez wiary i nadziei - powiedział po wizycie 6-letni Wojtuś". Ja głęboko wierzę, że reprezentanci zrobią więcej niż wszystko, by Wojtuś mógł w październiku zobaczyć naszych szczęśliwych, z biletami do Brazylii. 

10:40 Fornalik wciąż "patrzy z optymizmem w przyszłość". Nie chcę wpisywać się w klimat tych, którzy jeżdżą po trenerze, ale ta paplanina jest już nie do słuchania. Rozpocznijmy debatę nad składem. Powinni zagrać zmiennicy? Pierwsza 11? Salamon?

PS. trochę mi się tu net wiesza. Kolejne meldunki, myślę już z Warszawy, być może dopiero z Narodowego.

10:58 Tomasz Kłos zagrał w Reprezentacji Polski 69 meczów. Często był filarem naszej obrony. Pamiętam, jak podpisał kontrakt z FC Koeln. Przychodził tam ze statusem gwiazdy, był zresztą  reklamowany jako "hit transferowy". Dziś zdarza mi się przełączać mecz Bundesligi z jego komentarzem, który bywa tragiczny. Były reprezentant ocenił szanse na awans na 1% prawdopodobieństwa. Nie zgadzam się. Przy takim stylu, który prezentujemy, na pewno nie da się nic ugrać, nie wierzę jednak w klasę żadnego z rywali. Ani Anglicy, ani też Ukraińcy czy Czarnogórcy nie robią na mnie dużego wrażenia. Jest przynajmniej szansa, by coś jeszcze w tej grupie ugrać. 

11:06 Tymczasem Anglicy w bardzo dobrych nastrojach czekają na mecz z Czarnogórcami. Gary Neville wrzucił na Twittera właśnie zdjęcie smutnego czarnogórskiego krajobrazu i stwierdza,że wygląda jak w Harrym Potterze. My nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby dzisiaj nam wyczarowali remis.

11:09 Dojeżdżam do Warszawy. Do czasu kiedy ogarnę transport na Narodowy, nie będę relacjonował. Postaram się wrócić tu jak najszybciej, niemniej wciąż czkawką odbija mi się idiotyczna oferta z Orange, którą wybrałem, a która to nie przewiduje w ogóle wykupu pakietu internetowego na komórkę. No nic. Do usłyszenia wkrótce. 

13:45 Próbowałem instynktownie znaleźć piłkarzy San Marino pod hotelem Bristol, ale najprawdopodobniej nie mieszkają tam. Jeśli będzie okazja- porozmawiamy. 

14:05 Weźmy pod warsztat słowa Tomka Hajty. Facet naprawdę znał się na realiach piłki defensywnej i wie jak wygląda obrona polskiej reprezentacji. Według niego nie ma w niej miejsca dla zbyt słabego Boenischa. Hajto widziałby również Wasilewskiego w roli rezerwowego. Dla mnie to największa zagadka- nie rozumiem, z czego wynika tak słaba dyspozycja Boenischa. Zawodnik Leverkusen robił naprawdę dobre wrażenie na początku rundy w Bundeslidze, w meczu na Narodowym skompromitował się. Czy te kilka dni z Fornalikiem tak znacznie mogły obniżyć jego formę? A może zwyczajnie nie przykłada się do meczów kadry? Po co zatem by przyjeżdżał? 

Jak więc ten problem rozwiązać. Hajto wybiera metodę drastyczną, ja choć bym chciał iść za głosem Hajty i szukać alternatyw, to poza Kubą Wawrzyniakiem, ew. Mariuszem Magierą, nie widzę innego rzeczywistego kandydata. Czy się więc Hajcie podoba, czy nie, Boenisch w tej kadrze zostanie.

19:45 Znamy skład reprezentacji. Boruc - Piszczek, Salamon, Glik, Wawrzyniak - Błaszczykowski, Krychowiak, Polanski, Mierzejewski - Milik, Lewandowski. Wraca pauzujący w meczu z Ukrainą Eugen Polanski. W stosunku do pierwszego meczu, ciekawym ruchem jest wystawienie na środku obrony Bartosza Salamona. Po katastrofalnym spotkaniu ze składu wyleciał kosztem Jakuba Wawrzyniaka Sebastian Boenisch. 

19:55 "Milik dostaje kredyt zaufania. Pytanie tylko po co w tym meczu Lewandowski? Można by wypróbować zmienników Roberta"- mówi przed meczem Remigiusz Makuch. Redaktor Makuch dodaje, że "w poważnym meczu i tak nie zagramy dwoma napastnikami, po co więc tak niezrozumiała decyzja

". 

22:50 Jesteśmy po meczu. Poziom spotkania każdy widział, więc ja go przemilczę. Bardziej niż to, co zobaczyłem na murawie, zasmuciło mnie to, co działo się na trybunach. Tak smutnego, momentami bezczelnego dopingu nie widziałem od dawien dawna. Szkoda. Piłkarzom Fornalika należy życzyć jednak wiele szczęścia i przede wszystkim wiary, że minimum przyzwoitości gry, które widzieliśmy choćby z Anglią wróci w następnych meczach. Spadamy na konferencję i czekamy co powiedzą nam zawodnicy po spotkaniu.

23:07"Z wyniku jestem zadowolony. Wykonaliśmy plan założony przed meczem"

Waldemar Fornalik: Grosickiemu zabrakło sił. Stąd przestój pod koniec drugiej części meczu. 

23:30 Paweł lansuje się w media center i prowadzi dyskusje z możnymi dziennikarstwa sportowego. Ogólnie żarcie już się skończyło albo jest zimne, a w koło powstają wszystkie ważne teksty, które przeczyta cała Polska. Co myśmy złowili usłyszycie w przyszły wtorek w Sportowym Tiramisu na antenie Radia MORS. Na pewno będziemy narzekać na leczących kompleksy stewardów, 47 tysięcy "Januszów" na trybunach (Janusz to najczęściej wypowiadane przez Pawła słowo tego meczu) i żenujące pytania dziennikarzy. O meczu być może także coś się pojawi. [Remik] 


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
Zakładki:
Tagi