sobota, 22 października 2011

fot: Vadim Ghirda AP

Po raz pierwszy w historii dwa polskie kluby zwyciężyły jednocześnie swoich rywali w rozgrywkach grupowych w europejskich pucharach. I nie umniejsza temu sukcesowi fakt, że i po raz pierwszy dwie polskie drużyny równocześnie walczą w fazie grupowej na międzynarodowym froncie.

 Odprawienie tak znanych marek jak Fulham i Rapid Bukareszt robi wrażenie a i korzyść dla całej naszej ligi niebotyczna. W końcu nie w pojedynkę, jak przed rokiem i trzema laty Lech Poznań, a wcześniej Wisła Kraków, lecz w duecie ambitnym, posiadającym argumenty, zbieramy punkty pozwalające nam wygrzebywać się z futbolowej otchłani. A, że co dwie siły to nie jedna przekonać się możemy ze statystyk: Rok temu mimo fantastycznej postawy, osamotniony Kolejorz zamknął licznik w rankingu klubowym UEFA na 4.500 punktu. Będąc obecnie na półmetku działań grupowych zawodnicy Legii i Wisły, a także wcześniej Śląska do teraz ulepili sumę 4.375(po przecinku wartość tysiączna punktu).  Już teraz możemy zaryzykować stwierdzenie, że ubiegłoroczny wynik Kolejorza, patrząc przez pryzmat punktów rankingowych zostanie pobity. Sprawą sporną jest tylko, jak wielka będzie to przebitka. Biorąc pod uwagę, że za zwycięstwo w fazie grupowej LE otrzymuje się 2 pkt, istnieje realna szansa na szybkie przegonienie w rankingu krajów, będącej o jedno oczko wyżej Białorusi.

Optymizm tym większy, gdy zwrócimy uwagę na pucharowiczów z innych krajów. Na dzień dzisiejszy słabsze wyniki od nas w Europie osiągają do niedawna bijący nas na głowę Grecy, Turcy, Czesi, Chorwaci, czy Szwajcarzy.

I choć widzieliśmy jak różne jakościowo były zwycięstwa Legii i Wisły, to jednak cieszy, że każda z nich dostała taką samą wartość punktową. Ekipa z Łazienkowskiej zagrała świetny mecz w defensywie i bardzo dobry w ataku. O klasie Warszawian świadczyć mogą słowa pewnego sukcesu przed meczem Razvana Lucescu:

Przegraliśmy 0:1, a przed przerwą baliśmy się Legii. Zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy pierwszy raz rozgrywali spotkanie na międzynarodowej arenie –  Legioniści powinni objąć prowadzenie jeszcze przed przerwą(…) Nie zasłużyliśmy na zwycięstwo

 

W drużynie z Warszawy nie było praktycznie widać żadnego słabego elementu a i efekt końcowy- choć rywalowi bardzo zależało na wygranej- wyczerpał znamiona zadowolenia.

Po drugiej stronie barykady, tysiąc kilometrów na północ od Bukaresztu, dwie godziny wcześniej, spotkała się w Krakowie z silnym rywalem Wisła. Fulham jednak przy Reymonta wygrać nie chciało. Grało ospale i mimo przeciętnej gry Białej Gwiazdy, dało się pokonać.

 

Nasuwa się więc apetyczne pytanie, co dalej?  Przed nami sześć kolejnych, ważnych spotkań, których wyniki mogą poczynić dużo pozytywnego w polskiej piłce. I choć w sierpniu krytykowałem występy drużyn polskiej Ekstraklasy na europejskim podwórku, to dziś sypię głowę popiołem. I cieszę się, że Wisła odpadła z Apoelem. Bo punkty za zwycięstwa w fazach grupowych Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej takie same, a jednak przepaść sportową dzielącą je, skutecznie zdemaskowały zachowania obrońców AEK Larnaca oraz Celticu Glasgow… Nie taki diabeł straszny, jak go malują.



Zakładki:
Tagi