piątek, 15 października 2010

foto: telegraph.co.uk

Czy to już apokalipsa, czy może sport poszedł tak do przodu, że osiąga już kuriozalne rozmiary dziwnoty.

Jakież zdziwienie ogarnęło mnie, gdy na portalach sportowych przeczytałem zachwyty ekspertów nad jazdą Roberta Kubicy na torze Suzuka w Japonii. I nie byłoby to żadne nowum, Robert Kubica świetnym kierowcą jest i udowodnił to nie raz. Owszem udowodnił, ale poza zwycięstwem w Kanadzie nie spotkałem się z równie intensywną siłą komplementów pod adresem Polaka jak po weekendzie w kraju kwitnącej wiśni. Warto wspomnieć, że nasz rodak zakończył swój udział w wyścigu po niespełna trzech okrążeniach od startu nie dając zbytnio argumentów do rozmowy na temat jego wspaniałych umiejętności. Nie zmienia to faktu, że Kubica stał się "gwiazdą tygodnia" w światku F1 choć- o ironio- to 2 tygodnie temu w ciągu kilku okrążeń wyprzedził sześciu kierowców. A media milczały. Znawcy zapadali w przedwczesny sen zimowy, by przedwcześnie obudzić się w środku października i skomplementować skrzywdzonego przez gapiostwo własnych mechaników kierowcę. Ile w tym sensu i logiki? Chyba mniej niż przejechanych okrążeń Kubicy w ostatnią niedzielę.

Ale to nie wszystko. Komplementy to mały pikuś. Co można powiedzieć o sytuacji w której znalazła się Ana Ivanović. Serbka popełniła najpoważniejsze wykroczenie- raczyła poprosić o kilka minut przerwy na załatwienie potrzeby fizjologicznej. A przegięcie to ostre , jeśli chcemy się sugerować komicznym regulaminem, który karze za... zbyt długie załatwianie się!!

Sędzia prowadzący spotkanie ukarał Ivanović odebraniem czterech punktów - za każde 20 sekund spóźnienia ponad limit trzech minut. Oznaczało to stratę całego gema. Jakkolwiek rozumiejąc, czy też nie- gwiazdy światowego tenisa muszą się streszczać... Płatometr pierwsza klasa.

Od wydarzeń z Linzu przenieśmy się zręcznie na Wyspy Brytyjskie, gdzie Chelsea Londyn popisuje się swym nowym transferem. Ronaldinho? Kaka? A może Cristiano Ronaldo skusili się na niewyobrażalne kwoty 'made by Abramowicz'? Otóż nie. Świeżym nabytkiem The Blues został 11 letni Michael Gyasi, a dokładniej kwoty transferu nie ujawniono. A wydawało mi się, że szkółka piłkarska Chelsea funkcjonuje bardzo dobrze. Domniemałem, że może 11 letni chłopak doń się dostał, bądź w niej się wyróżniał. Nic bardziej mylnego. W wieku 11 lat przeszedł oficjalnie z Northampton do Londynu. Założono świetną lokatę z potencjalnym zyskiem na przyszłość. Czekam tylko do momentu kiedy takie zagrania staną się normą? Kiedy bezpowrotnie zabite zostaną wszystkie formy zdrowego szkolenia dzieci w ośrodkach piłkarskich, a na oczach menadżerów zgaśnie talent perspektywicznych chłopców, którzy zbyt szybko zastąpią piłkę na stadionie w gre na nowym playstation.

Dziwny jest ten sport biznes. Jedni płacą za to, że idą się załatwić, drudzy płacą jak na targowisku, a inni się z tego śmieją. Ja chcę zwyczajnej RYWALIZACJI. TYLKO.

 

Zakładki:
Tagi