wtorek, 24 września 2013

- Ile razy nie obejrzę się w tył, to się uśmiecham. Uśmiecham się niewyobrażalnie – aż mnie zatyka, że można coś zrobić w życiu. Można się cieszyć, że się życia nie zmarnowało. –mówił Stanisław Szozda.

Życie przeżył tak jak mówił, z uśmiechem. Urodzony gawędziarz. Był nieugięty i charakterny na trasie i poza nią:

„To jest sportowiec? To jest bandyta nie sportowiec"- powiedział w 1974 roku po tym jak Walerij Lichaczew zajechał mu drogę podczas Wyścigu Pokoju. Obok polskich piłkarzy i Ireny Szewińskiej, tworzyli z Szurkowskim duet bohaterów sportowych w latach 70-tych XX wieku.

„Żeby wygrać musisz dać z siebie wszystko i jeszcze trochę" – mawiał Szozda.  I wygrywał: Dwukrotne Mistrzostwo Świata w drużynie 1973, 1975 r. Dwukrotne srebro Igrzysk Olimpijskich 1972,1976 r. Zwycięstwo Wyścigu Pokoju 1974 r .

Wskutek upadku w wieku 28 lat przedwcześnie zakończył karierę. Tak wtedy jak i teraz, odszedł za szybko. 

 

 


środa, 04 września 2013

photo by: StuSeeger on Flickr

Licence: Attribution Creative Commons

Pokazywaliśmy jak wydajne płuca mamy przez ostatnie dwa tygodnie. Pompowaliśmy go wytrwale tym skuteczniej, im bliżej turnieju finałowego byliśmy. Balonik – koszykarski, pękł na igle o nazwie Gruzja.

To miała być najłatwiejsza obok meczu z Czechami przeprawa tego Eurobasketu. Wiedząc, że później będzie ciężko, winniśmy ją zacząć dwupunktową zdobyczą. Przeciwnik? Niby słabszy, bez największej gwiazdy, centra NBA Zazy Paczulii. Niby z gorszym trenerem, słabszymi podkoszowymi i porównywalnymi graczami obwodowymi. Niby, bo w praktyce to rywale okazali się od nas ambitniejsi, mieli bardziej przebojowego trenera i zwyczajnie zaprezentowali większą skuteczność.

Wkurzało mnie to pompowanie balona. Choć powszechnie mało osób w naszym kraju interesuje się basketem, nasza liga to czwarta europejska półka a klasowych zawodników mamy na świecie dwóch, dmuchaliśmy jak dzikusy. Zadaję pytanie – dlaczego?! Co skłoniło nas do twierdzeń, że jedziemy tam po medal? Co dawało tyle podstaw do optymizmu? Grupa z Mistrzem Europy na czele? Sparingi? Czy trener, który mając galaktycznego Dirka Novitzkiego, doszedł do finału europejskiego czempionatu 8 lat temu?

Zapomnieliśmy, że ostatnie dwa turnieje Mistrzostw Europy to jedynie sensacyjne zwycięstwa z Litwą i Turcją. Że Marcin Gortat to nie ten sam center, który odnotowywał parę lat temu średnie w NBA na poziomie 16 pkt, 12 zb. Umknęło nam iż ledwo do tego Eurobasketu doczłapaliśmy przegrywając u siebie z Belgią i Finlandią. Wreszcie zapomnieliśmy, że by wygrywać trzeba mieć klasowego rozgrywającego. Zanim dobrze weszliśmy w turniej, klęknęliśmy przed niemieckim wybawicielem – Dirkiem Bauermannem, choć ten jeszcze – poza namówieniem do gry największych, Gortata, Lampego i Kelatiego – nic z kadrą nie wygrał.

Ważne: Daleki jestem od twierdzenia, że nie było pozytywnych symptomów, pozwalających stawiać naszych kadrowiczów w roli czarnego konia. Nie twierdzę także, że ten turniej dla Polaków się skończył. Wręcz przeciwnie. Uważam, że zespół świetnie prezentował się na turniejach przed mistrzostwami ale stał się ofiarą oczekiwań. Jeszcze nie zrealizowanych, a już fetowanych. Apelował Michał Ignerski: „Nie pompujcie balonika". Stało się! 43% z gry i wstydliwe 3/16 za 3.

Wniosek? Niech ci którzy dmuchają, kadrę zostawią w spokoju, a koszykarze robią swoje. Na szczęście na parkiecie gra się piłką, a nie balonem. 

Zakładki:
Tagi