wtorek, 27 sierpnia 2013

 

licencja: Creative Commons

foto by: Eric the fish 

 

Legia na awans do fazy grupowej nie zasłużyła w ogóle. Niechlujstwo juniorskie w obronie nie przeszło w meczach ligowych z Lechią i Ruchem Chorzów. Nie mogło przejść w spotkaniu ze Steauą.

Po bramkach strzelonych przez Steauę szukałem pozytywów. Jedyny był taki, że na odrabianie strat Legioniści mieli 80 minut spotkania. Mogli postawić wszystko na jedną szalę, zaryzykować. Musieli, a jednak tego nie zrobili. Doszli do dwóch sytuacji 100%- wych i dwie wykorzystali. Zdecydowanie za mało jak na 70 minut inicjatywy. Zbyt mało by odpracować krytyczne babole we własnym polu karnym.

Przyczyny? Prozaiczne. Znów największymi rywalami polskiego zespołu były kompleks, spętane nogi i zbyt duży respekt dla Steauy – rywala, który niczym nie zachwycił, był słabszy od zarówno Panathinaikosu jak i Apoelu z przegranych bojów Wisły. Ale mimo słabszej dyspozycji rywal ten przydusił w momencie, gdy Warszawianie głowami byli jeszcze w szatni.
***
Nie można Legionistom odmówić walki, większość pojedynków w zwarciu kończyło się ich zwycięstwem. Krytycznie było dalej – co z tą piłką zrobić? Do kogo podać? Kto ma wykończyć? Zbyt dużo pytań, za mało rozwiązań.
Szukaliśmy szczęścia w II połowie, która jak w poprzednich rundach, miała przynieść antidotum. Od jej początku po samą 95 minutę zamiast 11 prących na bramkę rywala, było tylko dwóch – Radovic i Kosecki – szaleńców. Gdyby wtedy gracze z elką na piesi napierali, szansa na gola/drugą żółtą kartkę dla rywala/stały fragment gry/rzut karny, byłaby bardzo realna. A przecież nie miało już znaczenia, czy dostaną w skórę 1:4, czy 2:2. Takiej logiki nie zastosowano. No i nie należy zapominać o braku napadu. Marek Saganowski zagrał najgorsze spotkanie w sezonie, nie istaniał przez cały czas, gdy przebywał na murawie. I usprawiedliwieniem żadnym jest tu brak podań od kolegów.

Pozostanie gdybanie. To nasza sportowa wizytówka począwszy od półfinału MŚ '74. Wtedy woda. Osiem lat później Boniek i jego absencja z Włochami. W Atenach zabrali Penksie gola a dziś, a jakże Kucharczykowi. A ja tam wolę się trzymać tego, że byliśmy słabsi. 17 sezon z rzędu.

PS. Pozostaje się cieszyć. Legia jako pierwszy polski klub od 1995 r. zakończyła eliminacje bez porażki. Była też pierwszą drużyną z kraju, która rywalowi ustąpiła tylko gorszym bilansem bramkowym. 

Zakładki:
Tagi