poniedziałek, 27 czerwca 2011

fot. EDDIE KEOGH REUTERS

Horror, dreszczowiec i... niestety tragiczny finał dla nas- wszystkich sympatyków tenisa w Polsce. Łukasz Kubot miał dwie piłki meczowe w momencie, w którym Hiszpan Feliciano Lopez nawet pewnie nie myślał o tym, że będzie w stanie odwrócić losy spotkania. Niestety. Po 5 godzinnej heroicznej walce Polak zakończył swą jakże piękną przygodę z Wimbledonem. Nie dane mu będzie męczyć zagraniem serwis+wolej faworyta gospodarzy- Andy Murraya.

Było kilka, kluczowych, w zasadzie niezależnych od Kubota momentów, które zdecydowały o jego porażce. Pierwszym i chyba najbardziej symbolicznym był ten z tie-breaka w trzecim secie. Polak prowadził w nim 3-1 przy swoim serwisie. Punkt na 4-1 wygrał i byłby o trzy piłki od jutrzejszego meczu na korcie centralnym. Byłby... Niestety Hiszpan wziął challange, po którym sędziowie musieli zweryfikować swą decyzję. Dalszy bieg wydarzeń wszyscy znamy.

Już w czwartym secie zawodnik urodzony w Bolesławcu miał kolejną szansę. Przy stanie 3-3 przełamał rywala. Miał swoje podanie, którego wygranie najprawdopodobniej roztrzygnęło by spór o 1/4 finału na jego korzyść. Niestety- nie udało się.

Trzecim, jakże prozaicznym powodem, w którym upartuję przegranej jest długi morderczy maraton tego i wcześniejszych pojedynków naszego rodaka. Najpierw 93 rakieta męskiego tenisa przebijać musiała się przez trzy ciężkie rundy eliminacyjne. Potem był pięciosetowy dreszczowiec w drugiej rundzie i na koniec te nieszczęśliwie niewykorzystane szanse dzisiejszego spotkania. Łukasz był wypompowany. Od czwartego seta wyraźnie widać było zmęczenie zarówno na jego twarzy, jak i w zagraniach przezeń prezentowanych. To, w zestawieniu ze świeższym, nie będącym w konieczności rozgrywania meczów eliminacyjnych Hiszpanem musiało skutkować większym wyczerpaniem i mniejszą dokładnością.

Na pocieszenie warto wspomnieć tylko, że Polak był dla faworyzowanego Hiszpana równorzędnym przeciwnikiem. Po roztrwonieniu przewagi wciąż był pełen skupienia, pozytywnej energii, oraz pomysłowości. Ani na chwilę nie rozpamiętywał przegranych akcji, ba, w chwilę po ich zakończeniu rehabilitował się w sposób absolutnie bezdyskusyjny. Niemal we wszystkich statystykach obaj zawodnicy wyśrubowali takie same osiągi, a wspomniane wyżej zmęczenie grającego w turnieju 7 mecz Kubota było decydującą przyczyną jego dramatycznej porażki.

Antidotum na żal trzeba szukać w troche innych- analitycznych przesłankach. Sezon 2011 nasz najlepszy tenisista zaczął drugą rundą w Australian Open. Następnym wielkoszlemowym osiągiem była trzecia runda na mączce w Paryżu. Teraz Łukasz zatrzymał się na 1/8 finału. Niech zachowa tę chronologię, a w US Open będziemy mięli pierwszego od 30 lat Polaka w ćwierćfinale wielkiego szlema. A obecnie- zadowolona może być mama Andy Murraya. Jutro na korcie centralnym zagra jej syn z tensistą przez nią uwielbianym i adorowanym. Brawo "Deliciano"

Łukasz Kubot robi forrorę na londyńskich kortach. By się o tym przekonać wystarczy wejść na stronę główną londyńskiego turnieju i sprawdzić pełne uznania komentarze(nie tylko te polskich fanów), na temat gry Polaka. Rzeczywiście, jest co komplementować. Agresywny styl gry, najlepszy chyba na tym turnieju serwis+wolej i wielka wiara we własne możliwości złożyły się na fantastyczny sukces. Nasz zawodnik jest wśród najlepszych 16 tenisistów Wimbledonu. Poodpadały już takie sławy tenisa jak Fernando Verdasco, Stanislas Wawrinka, Andy Roddick czy Gilles Simon, a Kubot wciąż walczy o ćwierćfinał!

W gronie 16 zawodników, którzy pozostali mamy takich tuzów jak: Roger Federer, Rafa Nadal, Novak Djokovic, Andy Murray, Tomas Berdych, czy David Ferrer. Kubot nie powinien jednak mieć żadnych kompleksów. Jeszcze mniej doświadczonym i niżej notowanym graczem, który osiągnął 1/8 finału jest 158 w rankingu ATP Australijczyk Bernard Tomic.

Jakie są szanse Polaka na pierwszy ćwierćfinał Wielkiego Szlema w karierze?

Moim zdaniem są duże. Polak w turniejowej drabince trafił bardzo dobrze. Mógł przecież wpaść na któregoś z rozstawionych graczy, stało się jednak inaczej. Przeciwnikiem Łukasza będzie znany, 44 w rankingu ATP Feliciano Lopez. Hiszpan jest jednym z najbardziej doświadczonych zawodników startujących w tegoroczenej edycji Wimbledonu. Karierę zawodową rozpoczynał... 14 lat temu. To jego 10 występ na trawiastych kortach w Londynie. Najwyżej w rankingu sklasyfikowany był na 20 miejscu. Największe sukcesy wielkoszlemowe odnosił właśnie na londyńskich kortach. Dwa ćwierćfinały 2005, 2008- to jednak zamierzchłe czasy. Należy jednak pamiętać, o czym wielu komentatorów zapomina, kogo wyelimonował w poprzedniej rundzie najbliższy przeciwnik Kubota- Andy Roddick to 3-krotny finalista Wimbledonu, była jedynka światowego rankingu, zwycięzca US Open. Sukces Hiszpana musiał być więc nieprzypadkowy. Statystyki nie grają, ale znacznie mogą nam przybliżyć szanse obu panów na ćwierćfinał:

 

Łukasz Kubot:

 

wiek: 29 lat

wzrost: 191 cm

waga: 86 kg

obecny ranking ATP: 93

najwyższy ranking ATP: 41(12 Kwiecień 2010)

najlepszy wynik wielkoszlemowy: 4 runda Australian Open

Wimbledon: 2 runda(2010)

Ilość zarobionych na korcie pieniędzy: $2,072,750 USD

dominująca ręka: prawa

debiut: 2002

mecze wygrane/przegrane: 48/61

 

Feliciano Lopez:

 

wiek: 30 lat

wzrost: 188 cm

waga: 85 kg

obecny ranking ATP: 44

najwyższy ranking ATP: 20

najlepszy wynik wielkoszlemowy: cwierćfinał Wimbledon

Wimbledon: ćwierćfinał 2005, 2008

Ilość zarobionych na korcie pieniędzy: $5,768,273 USD

dominująca ręka: lewa

debiut: 1997

mecze wygrane/przegrane: 252/253

 

 

Hiszpan jest dużo bardziej doświadczonym zawodnikiem. Był wyżej w rankingu światowym, zaznał smak ćwierćfinału szlema. Kubot to zawodnik wyższy, młodszy o rok. Obaj panowie mają podobny styl gry. O zwycięstwie zadecydować mogą najmniejsze detale: doświadczenie, ambicja, determinacja. Szanse oceniam 50/50.

11:19, wierzycastg
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 czerwca 2011

foto: sport.ineria.pl

Było kilkanaście minut przed 23. Współgospodarz turnieju Euro 2008- Szwajcaria właśnie przegrała 1-2 w dramatcznych okolicznościach swój drugi mecz na mistrzostwach. Kilka godzin wcześniej Polacy, w podobny sposób dali sobie wydrzeć zwycięstwo Austriakom. To miały być jedyne przykre informacja tego dnia.

Niestety. Datę 11 czerwca 2008 roku zapamiętamy nie ze względu na niekorzystny dla nas wynik meczu z Austrią, czy pożegnanie Szwajcarii z turniejem:

Dokładnie 3 lata temu 18-krotny reprezentant Polski, zawodnik GKS-u Katowice, Bayeru Leverkusen, a ostatnio Sturmu Graz i Austrii Klagenfurt Adam Ledwoń popełnia samobójstwo w swoim domu w Klagenfurcie- mieście, w którym jeszcze kilka dni wcześniej był ekspertem Polsatu podczas meczu Polska- Niemcy.

Smutek, niedowierzanie, zdziwienie. Wszystkie te emocje na raz skomasowały się tym wszystkim, którzy jeszcze chwilę przed śmiercią towarzyszyli Adamowi, czytali przeprowadzane z nim wywiady, słuchali jego rad nt. znanych mu piłkarzy niemieckich i austriackich.Dzień przed śmiercią Ledwonia komplementował przyjaciel z boiska Grzegorz Szamotulski. Szamo chciał, by i współcześni nasi reprezentanci grali jak "Ledek".

Patrząc na kadrę Smudy, można śmiało powiedzieć, że brakuje nam takiego walczaka, gościa impulsywnego, agresywnego. Niestety- O jeden impuls za daleko...

Ostatni wywiad z Ledwoniem: http://www.weszlo.com/news/156

 

Zakładki:
Tagi