niedziela, 16 maja 2010

foto: sport.pmedia.pl

Kiedy w lipcu zeszłego roku na papierze miałem cały skład Polpharmy Starogard Gdański, wydawało mi się, że będzie to powtórka z "Chudeuszowego" sezonu i walka o utrzymanie. Waleczny ale przeciętny Majewski, Piotrek Dąbrowski i niespełniona nadzieja Tomek Ochońko. Nawet coś ten enigmatyczny trener- Bocivević?? Kto to? Tak, takie miałem odczucia.

Dziś oficjalnie biję się w pierś. Biję świadomie i z podziwem- bo porażka w czwartym meczu półfinału z Anwilem żadną ujmą nie jest. Zespół rywali był faworytem, miał większy budżet i szerszą ławkę. My zaś mieliśmy to czym cechowała się zeszłoroczna Stal Ostrów Wielkopolski- serce do walki, zaangażowanie i fantastycznego stratega w postaci Miliji.

 

Te wszystkie czynniki dały trzecie miejsce po sezonie zasadniczym. Zaskakujące i satysfakcjonujące kibiców. Gdy na początku play-offów zobaczyłem, że kontuzjowany jest Brody Angley byłem przekonany, że nie damy rady przejść AZS-u. Mózg zespołu ma rękę w gipsie, a my osłabioną kadrę- z już i tak wąską rotacją. A jednak. Weszliśmy do półfinału, gdzie stawiani byliśmy w pozycji chłopca do bicia.

Kolejny raz zawodnicy SKS-u przekonali niedowiarków do siebie walcząc jak równy z równym. Nie pokrzyżowała nawet planów kontuzja Damiana Kuliga. Chłopacy się nie załamali. Ów niespełniona nadzieja Ochońko chyba zadał kłam moim przedsezonowym przekonaniom grając ryzykownie, ale też często skutecznie. Średniak sezonu zasadniczego Piotrek Dąbrowski musiał teraz wcielać się w zawodnika S5- i udanie mu to wychodziło, a Okafor grywał w potyczkach z Anwilem niemal pełne 40 minut.Nie przeszkodziło to koszykarzom starogardzkim wygrać meczu z potencjalnie silniejszym rywalem oraz mimo narastającego zmęczenia walczyć w meczu nr 4.

Patrząc na potencjał Polpharmy niesposób nie zadawać sobie pytań co by było gdyby...Więc ja śmiało i bez skrępowania wysnuję tezę, że gdyby Kociewskie Diabły stanęły do walki ze zdrowymi Angleyem i Kuligiem Anwil byłby do ogrania. Jednak tak się nie stało. W finale powalczy Włocławski klub, bo był zespołem lepszym a przede wszystkim świeższym i bardziej opanowanym, co należy skwitować gromkimi brawami.

Teraz przychodzi nam stanąć w szranki z Treflem, by udokumentować wspaniały sezon. Bo co, jak nie medal będzie najlepszym zwięczeniem hartu ducha, poświęcenia, nadzei i walki do upadłego? To nam należy się ten brąz. Tego chłopakom i wszystkim fanom starogardziej drużyny serdecznie życzę.

czwartek, 13 maja 2010

Znowu kiks?

foto: michalpol.blox.pl

Mariusz Jop na 99% zaprzepaścił niefortunnym strzałem głową tytuł mistrzowski Wiśle Kraków. To już kolejny babol byłego reprezentacyjnego obrońcy w jego długiej burzliwej karierze.

Na domiar złego kolejny babol w meczu o stawkę. Najpierw strzelił sobie w meczu z Lazio w 2003 roku. Później dał się ośmieszać w El Ligi Mistrzów 2004, na Mundialu w Niemczech 2006 oraz Euro 2008, gdzie przegrywał niemal każdy sprint z przeciętnymi napastnikami reprezentacji gospodarzy. W tych kiksach szukam pewnej analogii w Łukaszu Fabiańskim.

Wprawdzie obu zawodników różni dobre kilka lat w metryce, pozycja i fryzura, to jednak obaj mają ze sobą coś wspólnego. Zarówno jeden jak i drugi w meczach o stawkę zawodzą, psują wynik swemu zespołowi. Fabiański kiksował konsekwentnie w Lidze Mistrzów z Porto, Pucharze Anglii ze Stoke, oraz w potyczce ligowej z Wigan. Był wielokrotnie- jak i Jop- obiektem żartów i obelg ze strony kibiców. Ale tak jak Fabiański twardo stoi w Arsenalu konsekwentnie popierany przez Arsene Wengera, tak samo Jop kurczowo trzyma się Wisły. Jop, Fabiański... Twarde sztuki- nic ich nie nakłoni do samorefleksji czy próby zmiany środowiska.

Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdy na oczach milionów Polaków w pierwszej jedenastce meczu na Euro 2012 wyszliby nasi etatowi kiksiarze. Oj w niemalowane drewno odpukać.

wtorek, 11 maja 2010

Lech vs Wisła

foto: krakowpost.com

Przed dwiema ostatnimi kolejkami mamy wciąż  mnóstwo pytań dotyczących roztrzygnięć w Ekstraklasie. Nie znamy mistrza, nie wiemy kto spadnie.

Gdybym to ja miał w swoich rękach władzę, rozdzielając między Wisłę a Lecha pierwsze miejsce, to na samej górze umieściłbym Kolejorza a za nim Wisłę. Drużyna z Wielkopolski nie przegrała od 20 spotkań w lidze. Gra najładniej, na jej mecze przychodzi najwięcej kibiców, a gdy spojrzymy na stadion, to aż chciałoby się na tak piękny obiekt przyciągnąć gwiazdy światowej piłki i usłyszeć hymn ligi mistrzów. Trzymanie kciuków Lechowi nakazuje mi także świadomość sposobu polityki transferowej obu klubów. Lech sprowadza zawodników(patrz Kriwiec), tworzy szeroką kadrę. Wisła co roku pozbywa się piłkarzy, nie potrafiąc zarazem sprostać składanym obietnicom o kupnie przyzwoitego bramkarza. Czy znowu chcemy mistrzowską koronę wręczyć zmęczonej sukcesami na swoim podwórku Białej Gwieździe? Czy musimy szukać alternatywnych miejsc dla Stadionu na Reymonta, gdzie Mistrz Polski mógłby ewentualnie zagrać w Champions League?? Liga Mistrzów w Sosnowcu? A może na stadionie Hutnika? Nie uśmiecha mi się ta wizja.

W opozycji do tych mangamentów krakowskiej drużyny staje głodna Ligi Mistrzów poznańska lokomotywa, z fanatycznymi fanami, ciekawym zespołem, którego przyszłość w Poznaniu jest dużo bardziej klarowna niż ta wiślacka. Kto wie, jeśli to Lech zostanie mistrzem, może pokusi się o wejście do elitarnego grona, do którego śmielej pukać niż w tym roku, dane może mu nie być. By tak się stało dla Poznaniaków największa próba do pokonania-Ruch Chorzów . Jeśli wyjdą z niej zwycięsko, będą mieli dużo więcej argumentów niż krakowianie, by Europę straszyć i pozytywnie zaskakiwać.

 

Na dole tłok jeszcze większy. Arka, Odra, Piast, oraz Polonia, Śląsk i Cracovia pewne utrzymania jeszcze nie są. O ile Polonia Śląsk i Cracovia są o krok od zapewnienia go sobie, o tyle sytuacja gdyńskiego i wodzisławskiego klubu nie wygląda kolorowo. Osobiście jestem zwolennikiem Odry za burtą. Dla mnie to klub, który nie powinien mieć racji bytu w Ekstraklasie. Brzydki, kameralny stadion, słaba frekwencja na trybnach i wieczna walka o utrzymanie nie przysparza temu klubowi zwolenników. W dodatku Wodzisławianie jesienią zasłużyli na tułaczkę po III ligowych boiskach, męcząc swą grą nawet najmniej wybrednych fanów piłki kopanej. Te same odpychające uczucia wywołuje u mnie Piast. Zespół grający piłkę "wstecz" z niskim budżetem nie porywa swą grą pod żadnym pozorem. I choć nie powinienem też rozgrzeszać Arki, która wiosnę ma równie beznadziejną co rok temu, to jednak jeśli to ode mnie by zależało zostawiłbym Gdynian w ekstraklasie. Dlaczego? Głownie z przyczyn ekonomicznych(tak! sick!). W Gdyni budowany jest nowy stadion, a Ekstraklasa jest gwarantem wysokiej frekwencji. Poza tym dodatkowych smaczków dodawałaby rywalizacja derbowa z Lechią.

Śląska, Cracovię i Polonię Warszawa tylko kataklizm może zdegradować klasę niżej, więc mój typ to bezpieczne utrzymanie dla każdego z tych klubów. Wartym odnotowania jest fakt, że szósta w tabeli Lechia ma tylko 4 punkty przewagi nad trzynastą Cracovią.  Świadczy to o tym,  jak wyrównaną ligę mamy. Zagłębie Lubin opuszczane przez Franza było czerwoną latarnią, a na wiosnę prowadzone przez niemającego licencji Michała Bajora przegrało ledwie jedno spotkanie i pewnie utrzymało się w lidze.

Może i nie najsliniejsza, ale niewątpliwie ciekawa ta nasza liga.

środa, 05 maja 2010

 

foto: football-pictures.net

W takich momentach futbol schodzi na dalszy plan. To co zobaczyłem środowego wieczoru w meczu prestiżowego przecież Finału Pucharu Włoch przebiło wszelkie oczekiwania. Ikona, symbol Włoskiej piłki 34-letni Francesco T. zamiast dawać przykład boiskowego doświadczenia i opanowania pokazał chamstwo które powinno być tępione. Przez cały mecz Włoch truchtał jakby szukał zgubionej monety 5 złotowej na murawie, a jedyne chwile, w których się wyróżnił to brutalne, tchórzliwe kopnięcia rywali w głowę bądź od tyłu w nogi.

Na nic zdają się kampanie FIFA propagujące grę Fair Play, nic Tottiemu nie uzmysłowiły boiskowe kontuzje, fatalne złamania kolegów z innych lig. Totti musiał zapunktować kibicom Rzymskim, wyładowując swą frustrację na przeciwniku lepszym. Jeśli Francesco zadeklaruje rychły koniec kariery, odetchnę z ulgą, że nie połamał rywalom nóg.

Szkoda, niegodnych sportowca zagrań było więcej, nie tylko w wykonaniu Tottiego- najwyraźniej piłkarze dwóch najlepszych klubów Włoskiej Ligi zdecydowali się zmienić profesję i wystartować w walkach MMA…

I na koniec krótka refleksja na temat Interu. Mourinho coraz bliżej ustrzelenia hattricka. Puchar Włoch już ma. Był faworytem i wygrał. W pojedynku z Bayernem również nim będzie, a mistrzostwo Włoch dane będzie mu wywalczyć w meczach ze słabeuszami Serie A. Futbol totalitarny, żelazny w tym roku chyba zwycięży nad pięknem i finezją. I dobrze. Chcemy przecież różnorodnych, zwycięskich koncepcji.

 

Oto bijatyki, plucie na rywali, kopanie, wyzwiska w wykonaniu Tottiego:

 

23:44, wierzycastg
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
Tagi