piątek, 12 kwietnia 2013

W Szwajcarii w Nyonie odbyło się losowanie półfinałów Ligi Mistrzów. Borussia Dortmund zmierzy się z Realem Madryt, a Bayern Monachium z FC Barceloną.

Dwa półfinały Niemiecko-Hiszpańskie: Bayern- Barcelona, Borussia- Real. Lepszym scenariuszem Liga Mistrzów obdzielić nas nie mogła . Tylko takie losowanie otwiera drogę każdemu z czterech zespołów do finału. Dlaczego? Bayern jest niebotycznie silny, właśnie pobił swój rekord, zdobywając najszybsze w historii Mistrzostwo Niemiec. Na tę chwilę z trójki półfinalistów, jest jedyną drużyną, która może pokonać Barcelonę. Przy obecnych problemach Dumy Katalonii jej przeciwnicy nie wydają się być wcale na straconej pozycji. Niestety, z punktu widzenia Bawarczyków niekorzystne jest to, że zaczynają u siebie. W gronie półfinalistów Monachijczycy są jedyną drużyną, która w fazie pucharowej przegrywała mecze na własnym stadionie.  I o ile taki układ nie zadowala niemieckiego zespołu, o tyle już kataloński bardzo. Barcelona jeśli gdzieś miażdżyła tlących w sobie nadzieję na awans rywali (AC Milan wygrał we Włoszech 2:0), to robiła to w rewanżach, na Camp Nou.

W drugim półfinale trzecia już w tym sezonie potyczka między Borussią i Realem Madryt. W poprzednich korzystniej wypadało BVB, remisując na wyjeździe 2:2 i zwyciężając 2:1 na własnym podwórku. Dla graczy z Dortmundu rozgrywki Champions League stały się ważniejsze od ligi, kiedy Bayern zdobył Mistrzostwo Niemiec. Niezagrożona bowiem wydaje się pozycja wicelidera niemieckiej ligi (6 pkt przewagi nad Leverkusen), a i szansa na podbicie Ligi Mistrzów podobna, do tej sprzed 16 lat. Borussia pokonała wówczas w finale Juventus 3:1. By jednak historia mogła zatoczyć koło, zespół z trzema Polakami w składzie musi wyciągnąć radykalne wnioski. Losy ćwierćfinałowe mogli bowiem piłkarze Jurgena Kloppa rozstrzygnąć na swoją korzyść już w pierwszym meczu, ale multum sytuacji, które tworzyli w Hiszpanii niemiłosiernie pudłowali. Drugiej takiej szansy nie dostaną. Cuda, które wydarzyły się przeciwko Maladze na Signal Iduna Park, zdarzają się raz na parędziesiąt lat. W dodatku pierwszy raz w fazie pucharowej Niemcy zaczną meczem u siebie. By myśleć o finale na Wembley, będą musieli spotkanie w Dortmundzie wygrać, a o to na pewno będzie trudniej niż w październiku, kiedy bili Królewskich 2:1.

Statystyki półfinalistów dowodzą, że wyniki są sprawą otwartą, a faworytów próżno szukać. Bayern poległ w dramatycznych okolicznościach rok temu z Chelsea. Jeśli zemsta może smakować, to chyba tylko w roku, w którym poprzedni zwycięzca – Chelsea, jako pierwszy w dziejach odpadł z LM na etapie fazy grupowej. Obwoływana regularnie najlepszą drużyną w historii piłki nożnej Barcelona, z najlepszym piłkarzem świata, Leo Messim na tron powrócić musi, bo i kibice i właściciele innego scenariusza nie zaakceptują. Obie drużyny - Barcelona i Bayern,  do pewnych zwycięstw na krajowych boiskach, chcą dorzucić najcenniejsze europejskie trofeum.

Na drugim biegunie są Borussia i Real. By zatuszować wstydliwe różnice punktów, plasujące je za liderami swoich lig, w europejskim czempionacie muszą zagrać va banque. W przeciwnym wypadku sezon dla obu wyżej wymienionych, będzie można uznać za stracony.
Jeżeli się mylę, poprawcie mnie, ale odnoszę wrażenie, że każdy ma w tych półfinałach heroiczną rolę do odegrania. Rolę bardziej wyjątkową i bardziej wiarygodną, niż ta półfinalistów z poprzednich lat. A to, w połączeniu z brutalną rzeczywistością, zakładającą że zwycięzca może być tylko jeden, czyni końcówkę tych rozgrywek jeszcze bardziej nieprzewidywalną. 

 

Zakładki:
Tagi