piątek, 15 listopada 2013

Licencja Creative Commons 

photo by: woodleywonderworks

 

Śledzicie Radka Matusiaka na Weszło? Nie? To zacznijcie. Ilekroć czytam dziennikarzy, tylekroć mam wrażenie że ilu ich jest, tyle teorii na temat piłki nożnej. Dziennikarstwo sportowe jest trochę jak bycie prezenterem pogody. Wchodzisz do studia, pokazujesz na ekranie słoneczne prognozy po czym następnego dnia łapiesz się na tym, że lał deszcz a nie piekło słońce. Strój kąpielowy i olejek do opalania musisz zamienić na płaszcz i gumofilce...

Z pisaniem i mówieniem o sporcie jest podobnie. Choć historie są chwytliwe i często gotowi jesteśmy przyjmować je za głos rozsądku, bywają niezasadne. Bo redaktorzy domniemają: „Lewandowski nie strzela, bo nie może się porozumieć z Błaszczykowskim". „Zdaje się, że w kadrze tworzą się grupki podzielone na piłkarzy XYZ i ABC". „Waldemar Fornalik nie ma wpływu na drużynę, brak mu charakteru. Z tego powodu drużyna przegrywa". Tak – pisanie tezy pod osiągane w danym momencie wyniki. Gdyby kadra Fornalika wygrywała, napisaliby że „łagodny i przyjazny charakter szkoleniowca wyciszył i wyzwolił w drużynie pierwiastek zwycięzców". Nic prostszego. A ileż szlachetne! Znaleźć wytłumaczenie dla klęsk i zwycięstw.

Dlaczego podaję przykład kadry i co z tym wszystkim ma wspólnego Matusiak? Bo o reprezentacji za rzadko mówią i piszą ci, którzy wewnętrznie jej dotknęli. Ci, którzy wiedzą ile i jak rozgrywa się w głowach i mentalności. Mentalności, to słowo klucz – oręże sukcesów Leo Benhakkera a później i jego klęski.

Ale wróćmy do dziennikarzy. Rok temu po meczu z Anglią Roman Kołtoń wysyłał arie pochwalne pod adresem Fornalika. Mówił, że drużyna, która zremisowała z Synami Albionu, to twór trenera i jego wizja. Jasne. Wszystko byłoby okej, ale ten sam Kołtoń, po wpadce w Mołdawii pisał „Fornalik mydli oczy", po blamażu eliminacyjnym „Fornalik musi odejść". Fornalik, który miał mieć wizję i nadać zespołowi charakteru. Wreszcie ten, któremu kilkanaście tygodniu później tak namacalnie nie poszło. I nie jest to żaden przytyk, broń Boże! Zwyczajnie tłumaczył sobie Roman Kołtoń rzeczywistość na tyle, na ile mogła to zrobić osoba z zewnątrz. Dopóki jednak on, Borek, Pol czy Rudzki nie będą mieli wstępu do szatni, dopóty ten istotny element piłkarskiej rozgrywki dziennikarze sprowadzą do wniosków opartych o bezpośrednie cyferki. Matusiak, Kowalczyk i wielu innych wiedzieli jak wielką różnicę czyni odprawa, gest, niejednokrotnie zachowanie selekcjonera. 

Kołtoń jest tylko symbolem. Dziennikarzem, któremu płacą za to, że porozmawia o sporcie, sformułuje wnioski (nie zawsze słuszne) i je przedstawi. Weźmy pod lupę trwające zgrupowanie kadry pod wodzą nowego trenera. Marcin Feddek, komentator TME – zdarzało mu się relacjonować mecze Górnika Zabrze. Powinien świetnie znać metodykę pracy nowego selekcjonera. Tymczasem na zgrupowaniu konsternacja: „Jestem zbudowany, duża intensywność", „Trener zwraca uwagę na to jak ważne jest pierwsze podanie". Zdziwienie Feddka tym dobitniej pokazuje, jak wiele elementów może osoby niebędące bezpośrednio w kręgu zainteresowanych zaskoczyć. Oto znany z twardych treningów Nawałka aplikuje podopiecznym trudniejsze zajęcia niż mogliśmy się spodziewać. A jednak! Czemu więc nie sądzić, że determinacja i zdecydowanie Zbigniewa Bońka, by Nawałkę przywilejem selekcjonera obdarować, nie wynika z ich wspólnych doświadczeń z boiska i szatni? Że mimo nacisków na opcję zagraniczną, to Nawałka zdaniem prezesa ma w rękawie nie tylko asa, który urzeka Feddka i jemu podobnych, a całą talię Jokerów na zbliżające się Eliminacje Euro?

Obejrzałem wnikliwie dziesiątki wywiadów udzielonych przez Kubę Błaszczykowskiego. Ostatnio ten najświeższy Roberta Błońskiego ze sport.pl. Po niektórych pytaniach( w tym przypadku również) nasz kapitan uśmiechał się, wydaje się, z politowaniem. Sprawiał wrażenie zapytanego o coś, co zdaje mu się oczywiste, ale wyjawienie tej oczywistości wiązałoby się ze żmudnym tłumaczeniem procesów z szatni, z zamkniętych obiadów, odpraw. Dlatego tezy stawiane przez dziennikarzy są przy jego wiedzy absurdalne. A wiedza typowego Matusiaka bezcenna. On bowiem poczuł atmosferę kadry za zamkniętymi drzwiami. Mierzył się z presją podobną tej, którą mają obecni kadrowicze. Pisząc, że Benhakker był świetnym trenerem, nie mówi o taktyce czy osiąganych wynikach. Zwraca uwagę na zaufanie i szacunek – coś czego osoba trzecia nie jest w stanie poczuć, a co czasem bardziej niż umiejętności rzutować może na końcowy sukces.

Kiedyś ktoś napisał, że dziennikarstwo sportowe to wróżenie z fusów. Dlatego niezmiernie się cieszę, kiedy Łapiński, Węgrzyn, Wieszczycki, Żewłakow i inni którzy uprawiali ten sport na szczeblu dla nas nieosiągalnym, łapią za mikrofony i klawiatury by ten uśmiech politowania Błaszczykowskiego nam wyjaśnić. Bo prędzej on niźli dziennikarze, mogą mówić, czy zachowanie Nawałki robi na kadrowiczach dobre, czy złe wrażenie. 

Zakładki:
Tagi