piątek, 25 lutego 2011

foto: Fot. Micha3 Lepecki / Agencja Gazeta

Z długiego zimowego snu budzi się Ekstraklasa piłkarska. Po raz pierwszy w historii na wiosnę w naszej rodzimej lidze zobaczymy rekordową liczbę 143 zagranicznych piłkarzy. Zimowe okienko transferowe przyniosło sporo nowych nazwisk. Tym razem jednak niekoniecznie będą to  podstarzałe gwiazdy typu Amaral, które okazywały się drogimi niewypałami. Kilku piłkarzy, ściągniętych nie tylko do największych klubów Ekstraklasy, to bardzo ciekawe nazwiska, AKTUALNIE będące w kręgu zainteresowań klubów zachodniej Europy.

Przegląd obcjokrajowców należy rozpocząć od Michala Hubnik:

 

Jesienią ten zawodnik zdobył dla Sigmy Ołumuniec 12 bramek. Choć jego wcześniejsze statystyki nie wyglądały najlepiej, ostatnia runda w jego wykonaniu, to prawdziwy zwrot akcji. Czech zaliczył 2 występy w reprezentacji swojego kraju przeciwko Danii i Chorwacji. W lidze czeskiej był najskuteczniejszym zawodnikiem undy jesiennej. Legię, w której przyjdzie mu grać przyrównuje do Sparty Praga, czyli najlepszego klubu w lidze o znanej marce w Europie. W klubie z Łazienkowskiej Hubnik chce prócz podtrzymania strzeleckiej passy wnieść dużo waleczności do gry zespołu. Czy mu się uda?

Dejan Kelhar jest drugim gorącym nabytkiem warszawskiej Legii ostatnich tygodni. Słoweniec ma za sobą występ w reprezentacji kraju. Do Polski przywędrował z solidnej ligi belgijskiej. Reprezentował tam barwy Cercle Brugge- lokalnego rywala Club Brugge. Klub ten jest solidnym belgijskim średniakiem, reprezentował Belgię w obecnym sezonie  w Lidze Europy (porażka w dwumeczu z Anorthosisem). Choć Kelhar miał propozycje z Turcji i Niemiec  wybrał Polską ligę, bo- jak twierdzi- jest to obecnie liga rozwojowa, a Legia to klub o znanej marce w Europie. Zawodnik 3 lata temu występował w 2 Bundeslidze, ale ze względu na dużą konkurencję w defensywie zdecydował się opuścić klub. Jak pójdzie mu w Legii?

Zimą nie próżnowała także krakowska Wisła. Zespół wzmocniło 5 nowych reprezentantów swych krajów, z których na największą uwagę zasługuje Kew Jaliens-33 letni kilkunastokrotny reprezentant Holandii, mający za sobą występ na Muniadlu w Niemczech, były podopieczny Louisa Van Gaala. Holender zdobywał z AZ Alkmaar mistrzostwo kraju, teraz ma za zadanie tę sztukę powtórzyć w Krakowie. O tym, że sędziwi piłkarze potrafią stanowić o sile zespołu z Krakowa świetnie dowodzili Kleber czy Sobolewski. Jaliens ma co najmniej powtórzyć ich sukcesy.

Na uwagę zasługuje z pewnością bramkostrzelny reprezentant Bułgarii Cwetan Genkow. Były król strzelców ligi bułgarskiej grając w rodzimej lidze w ponad 100 spotkaniach w Lokomotivie Sofia strzelił 65 bramek! Szybko został zauważony przez działaczy Dynamo Moskwa, jednak Ligi Rosyjskiej nie udało mu się zawojować. W Polsce będzie miał za zadanie zastąpić Pawła Brożka.

Ciekawym wzmocnieniem ma być również pomocnik Michaił Siwakow. Były zawodnik Bate Borysów, mistrz kraju z tym klubem, ostatnio występujący w Serie B ma zamiar walczyć z Wisłą o mistrzostwo kraju.

W Lechu wzmocniono się najdroższym obcokrajowcem tej zimy Vojo Ubiparipem. Były gracz Spartaka Subotica nie pomógł jednak klubowi z Poznania w przeskoczeniu Bragi. Na Polską ligę jednak Vojo ma być etatowym zmiennikiem Artjomsa Rudnevsa.

 

Wiele emocji wzbudza osoba Roberta Jeża. Ten 30 letni 4-krotny reprezentant Słowacji to były kapitan i ikona MSK Żiliny. W tym sezonie rozegrał wszystkie grupowe spotkania Champions  League mierząc się z takimi tuzami futbolu jak Chelsea, Marsylia, czy Spartak Moskwa. Na pewno dla Górnika aspirującego w tym sezonie do walki o górną połowę tabeli może to być ogromne wzmocnienie:

próbka umiejętności Jeża.

 

To tylko niektóre z wielu przykładów obcokrajowców zakupionych w przerwie między rundami. Miejmy nadzieję, że ubarwią oni w znacznym stopniu naszą Ekstraklasę. Ligę czas zacząć!

 

 

 

 

fot:  Fot. Paulo Duarte AP

Od momentu wylosowania Bragi jako przeciwnika naszego rodzynka w LE czekałem na portugalsko- polską rywalizację z należytym napieciem każdego dnia wierząc w szczęśliwy finał dla Lecha. Wiedziałem wszak, że Kolejorz w piłkę grać potrafi z niesamowitym pazurem, fundując wcześniej zarazem dramaturgię z happyendem.

Wierzyłem też- co nie dziwne- z powodu znacznego osłabienia personalnego zespołu rywali. By wiarę mą umocnić, piłkarze Kolejorza zgotowali nam wszystkim wielki prezent w postaci wygranej  w Wielkopolsce. Gloria była tym okazalsza, że jako pierwszy zespół licząc ostatnich polskich walczaków w Europejskich Pucharach(Wisła, Legia, Groclin, znowu Wisła) zespół z Poznania nie stracił u siebie bramki, co mocno windowało jego szanse w potyczce rewanżowej.

Także wszelkie inne, całkiem oczywiste przesłanki skłaniały mnie do radości przed zbliżającym się rewanżem w ciepłej Portugali. Niestety... nadszedł mecz, a wraz z nim najsłabsze podrygi podopiecznych Bakero w tym sezonie w Europie. Nie widziałem jednego pozytywnego aspektu pierwszej połowy spotkania. Na jedenastkę Lecha przykro było patrzeć, bo marka wyrobiona przez poznańską lokomotywę w LE została wraz z zimą w Polsce, ewentualnie wyemigrowała do Kolonii. Kompletnie nie funkcjonowały zabójcze przecież z fazy grupowej skrzydła. Duża w tym "zasługa" hiszpańskiego trenera, który w sobie tylko wytłumaczalny sposób wystawił na prawej flance klasycznego środkowego napastnika Rudnevsa. Efekt? Trzy okazje Rudnevsa ze skrzydła- trzy straty, a dopiero końcówka Łotysza z nominalnej pozycji mogła przynieść tak upragnioną bramkę.

Oczywiście nie sposób było nie zauważyć fatalnego przygotowania motorycznego zawodników Lecha do spotkania. Za mało było płynności w środku pola, próżno było szukać  akcji ofensywnych bocznych obrońców- szczególną zmowę milczenia, u mnie niemożliwą do wyegzekwowania, można by spuścić na postawę Huberta Wołąkiewicza, który jednak na swe usprawiedliwienie może mieć fakt debiutu na poziomie piłki europejskiej. O ile byłego zawodnika Lechii Gdańsk można jeszcze tak tłumaczyć, o tyle całą plejadę Poznaniaków, którzy bili się wczoraj na arenie międzynarodowej 14 raz w tym sezonie już nie. Mnożyć negatywy można długo, pozytywów szukać próżno.

Fakty jednak są takie, że kolejny zespół ma kompleks 1/16 Ligi Europy. Najpierw będące do ogrania, równie osłabione jak dzisiejsza Braga, Lazio wyeliminowało Wisłę. Potem Bordeaux odesłało z kwitkiem Groclin, a dokładnie dwa lata temu ten sam Kolejorz podejmował TAK SAMO DO OGRANIA jak dzisiejszy Sporting Braga- Udinese( wtedy i dziś antybohaterem był Kikut). W czym więc problem? Na pewno nie da się walczyć z powodzeniem na trzech frontach mając do dyspozycji 14 zawodników w kadrze rotacyjnej. Błędem w przygotowaniu zespołu, łudząco podobnym do tego Wisły Kraków z potyczek z Levadią Tallin, popełnił Jose Mari Bakero. Momentami kompletnie bezradny Lech niemal skopiował w sposobie startu do piłki, jej odbioru, oraz  rozegraniu- wiślacką męczarnię z dwumeczu z Estończykami.

Mój indywidualny koszmar powrócił. Tak jak pewny byłem zwycięstwa Wiślaków nad Panathinaikosem, tak dziś nie przyjmowałem do głowy innego scenariusza jak wygrana i wyprawa w następnej rundzie na Anfield. Te marzenia odłożyć trzeba do jesieni, ups... może trochę dłużej, jeśli polityka transferowa polskich klubów będzie tak nieudolna jak ta z ostatniego miesiąca w wykonaniu Mistrza Polski(czyt. kupno Ubiparipa, sprzedaż Peszki).

Do siego roku!

 

Zakładki:
Tagi