piątek, 13 stycznia 2012

fot: Aneta Zadroga/ za www.eksmagazyn.pl

Jest 5:38, 13 stycznia 2012 roku. Czuję się trochę, jak za starych dobrych  czasów Andrzeja Gołoty, kiedy to godzinami wyczekiwałem, aż w końcu wyjdzie do kolejnej walki o pas mistrza świata. Cierpię zatem, tak jak wtedy na drobną bezsenność, choć raczej nie z tego powodu zarwałem całą noc. Nie Andrzej, Tomek Adamek, ani  żaden inny bokser jest powodem mojego podniecenia. Za dokładnie 18 dni 17 godzin i 20 minut zakończy się głosowanie na pierwsze piątki zespołów wschodu i zachodu zbliżającego się meczu gwiazd ligi NBA. Po raz pierwszy mamy zaszczyt w gronie kandydatów do gry w tym show gościć Polaka. To wielki zaszczyt, ale i zaskoczenie, bacząc na to w którym miejscu był nasz najlepszy koszykarz  jeszcze rok temu. Wtedy był tylko zadaniowym zmiennikiem Dwighta Howarda.

Dziś jest inaczej. Po bardzo dobrej końcówce ubiegłego sezonu w barwach Phoenix, Marcin Gortat został doceniony przez amerykańskich ekspertów koszykarskich. Stacja ESPN umieściła go na 86 miejscu w rankingu najlepszych koszykarzy NBA. Niżej w rankingu znalazły się takie gwiazdy jak Andrei Kirilenko, Ron Atest, czy Vince Carter.  Wydłużający się start sezonu 2011/2012 dawał szansę na to, że Gortat pojawi się na wrześniowym Eurobaskecie, jednak ku sporemu zaskoczeniu i dezaprobacie wielu rodaków, kadra trenera Alesa Pipana zagrała na Litwie bez swojego lidera. Były kolega Marcina z Orlando Magic  Hedo Turkoglu, mówił wtedy 

W tym roku przyjechało mnóstwo znakomitych zawodników, gra wiele silnych drużyn, Marcin mógłby mieć bardzo dobre koszykarskie lato.

Dziś wiemy, że jeśli nie lato, to na pewno świetną koszykarską zimę ma Marcin Gortat. Po dziesięciu spotkaniach, jakie rozegrało Suns w NBA, Polak ze średnią 12.7 punktu jest najlepszym strzelcem zespołu. Ale znikomym jest to osiągnięcie wobec tej statystyki:

Przy 62% „Polish Hammer” ma najwyższą skuteczność z gry z całej ligi. Za plecami ma choćby dawnego partnera z zespołu, najlepszego centra NBA Dwighta  Howarda. POLAK NA PIERWSZYM MIEJSCU W STATYSTYKACH NBA! Takiego czegoś jeszcze nie grali. Dlatego też z mojej strony, przynajmniej w kontekście oddania na Gortata jakże cennych głosów, wrześniowa absencja kadrowa zostaje mu wybaczona.

I wcale nie piszę tego przypadkowo. Przecież statystyki może sobie zobaczyć każdy. Kilkadziesiąt minut przed początkiem spotkania strona nba.com opublikowała cząstkowe wyniki głosowania All-stars po pierwszym tygodniu jego trwania. Polak uzyskał 62 631 głosów i zajmuje piąte miejsce wśród środkowych na zachodzie. Wynik ten nie jest zadowalający. Szczerze przyznam, że spodziewałem się trochę większej aktywności polskich internautów.  Fakt, właśnie taka pozycja jest odzwierciedleniem umiejętności Polaka, ale… Tak oto argumentowałem swoje bezgraniczne oddanie Gortatowi na moim facebooku:

No to głosuj na Gortata! A będzie przednio. I nie chodzi o sprawiedliwość i poziom sportowy, bo te w wyborze graczy nigdy nie stanowiły. Chodzi o splendor, dumę i podniesienie wartości marketingowej polskiego młota. Brakuje w meczu gwiazd nowych twarzy, kopciuszków, którzy nie są docenieni przez obserwatorów, a mogą stać się sensacyjnymi uczestnikami All-star game. Chcemy tego! Zapraszam!

Zdaje się, że i sam zainteresowany chciałby trochę zachęcić ludzi do oddania na niego głosu. W dzisiejszym meczu utrzymał znakomitą skuteczność,  zanotował kolejne w karierze double-double i co najważniejsze wciąż jest jednym z wyróżniających się centrów w całej lidze. To wszystko daje nadzieję na mobilizację taką, jaką mogliśmy doświadczyć w przypadku Roberta Lewandowskiego i Łukasza Piszczka na stronie bundesliga.de. Wtedy też przy wsparciu polskich ankieterów role diametralnie się odmieniły. Wierzę że i tym razem uda nam się zaangażować na 100% i zmienić losy All-star game. A możecie mi wierzyć - Gdy tylko Gortat się tam pojawi, nie wypuści okazji z rąk. Wzrośnie jego poczucie własnej wartości i pewność w grze, a to w najlepszej lidze koszykarskiej świata więcej niż połowa sukcesu. Pomóżmy Gortatowi, pomóżmy sobie.

środa, 11 stycznia 2012

 

fot:http://www.all-about-tennis.com

Dzisiejszy ćwierćfinałowy mecz z Sydney pomiędzy Agnieszką Radwańską, a Caroline Wozniacki włączyłem na początku drugiego seta. Oglądałem z zapartym tchem, to i wniosków nasunęło mi się dużo. 

Były obawy, czy początek sezonu i urazy z nim związane nie będą powodem gorszej formy. Wątpliwości chyba największych pesymistów zostały rozwiane dzisiejszym zwycięskim maratonem. Dość powiedzieć, że po dwóch i pół godzinie gry „Isia” miała tyle sił, by serwować asy z prędkością 180 km/h. Ciężki oddech dało się zauważyć u świetnie zazwyczaj przygotowanej rywalki, a to już jest zaskoczenie.

Pierwszym zadawanym zawsze przed zbliżającymi się dużymi imprezami pytaniem jest: Co może osiągnąć Agnieszka Radwańska w nadchodzącym turnieju wielkoszlemowym? I I tak - faktem jest, że Krakowianka nie zaznała nigdy smaku nawet półfinału imprezy tej rangi. W  Australian Open osiągała dwa razy ćwierćfinał(2008, 2011).  Rok temu miałem nieodparte wrażenie, że mecz o półfinał nie został do końca wygrany przez Kim Clijsters, a wiele udziału w sukcesie Belgijki  miały błędy i „mentalność przegranej” Radwańskiej.

Zresztą nie raz nie dwa po porażce Polka była krytykowana za reakcje po przegranym punkcie, brak stabilności i równości. Słynęła też wśród tenisowych ekspertów ze słabej wytrzymałości fizycznej. Wszystkim tym zarzutom kres zadały wyniki w drugiej części sezonu 2011. „Isia” wygrała dwa bardzo duże turnieje w Tokio i Pekinie, przebojem powróciła do pierwszej ósemki rankingu WTA i tak jak na początku sezonu do historii przeszedł jej rzut połamaną rakietą, tak na jego koniec zachwyt wzbudzała już tylko niesamowicie mądra i efektowna gra. Polka zresztą już dawno miała opinię świetnej technicznie tenisistki z „najlepszym kobiecym drop shotem na świecie” Teraz, gdy do tych referencji dołożyła lepszy serwis, odporność psychiczną i dużo większą wytrzymałość kondycyjną, wydaje się, że nic nie może zatrzymać Polki w celu osiągnięcia co najmniej półfinału Wielkiego Szlema.  

 

Niestety, jak każdy wynik sportowy, tak również ten Agnieszki jest, oprócz jej dyspozycji, uzależniony również od postawy rywalek. Po słabszej końcówce sezonu w wykonaniu Caroline Woznacki, obecnie największą kandydatką do zwycięstwa w Melbourne jest Petra Kvitova. Czeszka przebojem weszła do pierwszej dziesiątki rankingu WTA. Jeszcze na koniec 2010 roku była na 34 miejscu, by rok później zaszokować świat najpierw bardzo dobrym występem w Australian Open, a potem sensacyjnym zwycięstwem w Wimbledonie. Nie leży ta przeciwniczka również Agnieszce. Z trzech pojedynków rozegranych między tymi zawodniczkami wszystkie zwycięsko kończyła rywalka.  Obecnie Kvitova jest drugą rakietą świata, ale jeżeli wygra turniej w Sydney zepchnie Dunkę z pierwszego miejsca w rankingu.

Niemniejsze szanse na sukces eksperci dają Chince Na Li. Zeszłoroczna finalistka australijskiego szlema, mistrzyni French Open jest poważną kandydatką do sukcesów, choć słynie też z nierównej formy( porażki w pierwszych rundach Wimbledonu i US Open 2011). Jest również wiele innych zawodniczek, które aspirują do sukcesów, lecz nie starczyłoby miejsca na ich przedstawianie. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla Radwańskiej? Ważne jest to, w jak dobrej dyspozycji przystąpiła do tego sezonu. Początki często wyznaczają dalszy bieg. Tak było w zeszłym sezonie z Novakiem Djokoviciem i wspomnianą wcześniej Kvitovą, tak -  życzę sobie – będzie w tym roku z Agnieszką. Polka w wieku 23 lat ma w końcu realną szansę na zwycięstwo w Wielkim Szlemie, wdarcie się do pierwszej trójki rankingu WTA, a przecież 2012 jest rokiem Olimpijskim! To zdobycie złotego medalu w Londynie byłoby sukcesem, którego nikt przez co najmniej 4 lata by jej nie odebrał.

Póki co Agnieszka zaczęła rok od bicia rekordów. Pierwszy raz w historii pokonała pierwszą rakietę świata. W kolejce czeka pierwsze w historii wyższe miejsce niż 8, oraz pierwszy Wielki Szlem. Jeśli Polka utrzyma tak szybki, wyraźny progres umiejętności i profesjonalizmu to… Zacznijmy zacierać ręce.

 

wtorek, 10 stycznia 2012

 

Zapraszam na przesłuchanie cyklicznej audycji prowadzonej m.in. przeze mnie w Radiu MORS o apetycznej nazwie "Sportowe Tiramisu". 

 

Oto zapowiedź ze strony oficjalnej radia:

 

 

Po świątecznej przerwie „Sportowe tiramisu” wraca na antenę radia MORS. Atmosfera sielanki wśród sportowców powoli będzie dobiegała końca, to i my, wierni kompani ich poczynań stajemy w szranki, by ich pracę w nowym- 2012 roku zreferować.
Program zaczniemy od oceny nowego szkoleniowca Lechii Gdańsk- Pawła Janasa. Nie obędzie się również bez tematu EURO 2012, a w nim o faworytach turnieju, typach na czarnego konia, oraz… nie inaczej o Polsce. Na deser szanse naszego eksportowego duetu- Legia Wisła na wiosnę w Lidze Europy okraszone wzruszającymi komentarzami… sami zobaczycie kogo.
We wtorek o godz. 18. 00 zapraszają Paweł Kątnik, oraz jego goście, fanatycznie związani z Realem Madryt- Anita Kobylinska i Remigiusz Makuch. Powtórka w czwartek o 21.05

 

Zapraszamy!

 

A tu linki: 

TUTAJ(Winamp)

TUTAJ(Windows Media Player)

 

WTOREK godz. 18.00 powt. CZWARTEK godz. 21.05

Zakładki:
Tagi