niedziela, 31 stycznia 2010

Po dwóch dzisiejszych i zarazem dwóch ostatnich meczach na ME w Austrii wiemy już wszystko. Francuzi mistrzami, Chorwacja druga, najniższy stopień podium dla Islandii, która dziś pokonała nas 29:26. Od oglądnięcia pomeczowego wywiadu z zasmuconym Sławomirem Szmalem zadaję sobie pytanie- czy i jeśli tak, to o co więcej mogliśmy walczyć. Odpowiedź wydaje się banalnie prosta- ot co- Złoto, a po porażce z Chorwacją- brąz.

Mój apetyt był tak samo wielki jak całej rzeszy naszych kibiców. Po wygranej z Hiszpanią i Czechami mogłem stawiać każde pieniądze, że będziemy mięli drugą po siatkarzach drużynę Mistrzów Europy. Potem przyszły trzy jakże bolesne porażki. Gdzie szukać ich przyczyn?

Ja mam swoje dwie teorie:

Pierwsza brzmi: Presja wyniku+trema- może to banalne, ale od meczu z Francją, poprzez mecz z Chorwacją i Islandią nasi zawodnicy gubili piłki w ataku, pudłowali najprostsze rzuty, słabiej bronili, byli wolniejsi, sparaliżowani. Czy aby nie czuli, że ten medal jest zbyt blisko, czy już nie witali się z gąską? Mam wrażenie, że zespół Wenty nie pokazał wszystkich wariantów gry, nie realizował tego, czego trener oczekiwał. Media podgrzewały atmosferę a chłopacy zwyczajnie nie dali rady.

Tu wypadałoby przejść do drugiej teorii- zmęczenie:

Dzisiejsi zwycięzcy- Mistrzowie Olimpijscy, Mistrzowie Świata i wreszcie Mistrzowie Europy Francuzi  w pierwszej fazie turnieju mięli za rywali groźną acz nie w szczytowej formie z lat 2003-2005 Hiszpanię, polegających na indywidualnych umiejętnościach superstrzelca Jichy- Czechów, oraz słabiutkich Węgrów. Zremisowali 2 mecze, jeden wygrywając, oszczędzając siły na drugą fazę. Chorwaci- nasi półfinałowi pogromcy mięli stosunkowo mocnych Norwegów, oraz słabą Rosję i Ukrainę. O ile mecz z Norwegią mógł być dla zawodników z bałkanów ciężką przeprawą, o tyle potyczki z rywalami ze wschodu Europy spacerkiem i odpoczynkiem przed drugą, wyczerpującą fazą. Biało-czerwoni zaś już na początek spotkali się z groźnymi Niemcami,potem ze skandynawską nieustępliwością Szwedów, a na koniec mile zaskakującą Słowenią. Były to ciężkie boje, w których nasi zawodnicy stracili masę sił.

W 2 fazie zaczęły nas trapić kontuzje Artura Siódmiaka i Mariusza Jurasika, który dołączając do kadry w późniejszym terminie na początku turnieju nie był w pełni sił.Jeśli szukać zmienników na pozycję dwóch wcześniej wspomnianych, zarówno Jurkiewicz na środku obrony, oraz Kuchczyński na prawym skrzydle wypadali w Austrii blado na tle kolegów. W efekcie ostatni mecz II fazy( bez Siódmiaka oraz z odpoczywającym Jurasikiem) otworzył Francuzom łatwiejszą drogę do bramki, a w efekcie do półfinału z teoretycznie łatwiejszą do ogrania Islandią.

To tylko dywagacje, a gdy oglądałem dziś finał Francji z Chorwacją, miałem nieodparte wrażenie, że oba te zespoły, jak i trzecia na pudle Islandia to równorzędni dla nas przeciwnicy- co daje mi podstawy,by sądzić, że następnym razem to my będziemy górą. Na razie trzeba pogratulować Naszym szczyppiornistom bądź co bądź najlepszego startu w histori ME, wielkich emocji, których nam dostarczyli i życzyć poprawy tego wyniku za dwa lata.

21:27, wierzycastg
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 stycznia 2010

Patrząc na Bogdana Wentę zaciskającego pięści podczas śpiewania Hymnu Narodowego pomyślałem- ten chłop nie pozwoli naszym przegrać. Myliłem się.

W 55 minucie meczu z Chorwacją opuściłem pokój, w którym przez ostatnie dwa tygodnie oglądałem każdy mecz Polaków w ME w Austrii.  Wtedy to po głupiej stracie nasi zawodnicy stracili kolejną bramkę po kontrze. Byliśmy 4 gole "w plecy". Nie wytrzymałem i wyszedłem licząc chyba na to, że zaraz moi kompani meczowi zawołają mnie na dogrywkę, bądź powiedzą, że jeszcze jest szansa. Tak się jednak nie stało. Kluczowymi minutami dla losów meczu były końcowe minuty 1 połowy, kiedy zamiast odskoczyć grając w przewadze daliśmy się dopaść Chorwatom, a także początek 2 połowy. Chorwaci zmienili system obrony z 6-0 na 5-1, co kompletnie zburzyło naszą koncepcje w ataku. Widoczny w pierwszej połowie Karol Bielecki nie rzucał z dystansu. Nie było już zagrań na koło, które na początku meczu pozwoliły nam odskoczyć na kilka bramek. Znaczące dla jakości naszej obrony były 2 karne zejścia Artura Siódmiaka. Bogdan Wenta od 40 minuty nie stawiał już na naszego etatowego defensora, co pozwoliło zawodnikom z Bałkanów oddawać łatwe rzuty. Należy wyróżnić tu Ivano Balicia, który dziurawił bramkę Szmala z niebywałych pozycji po niebywałych rzutach. Ale nie analizie meczu chciałem poświęcić czas w mojej notce, a raczej reakcjom Polaków po meczu.

Większa część naszym kibiców zrzuciła winę na poziom sędziowania norweskich arbitrów. Deklarowano, że pamiętali ów arbitrzy zeszłoroczny mecz ze skandynawami wygrany w magicznych okolicznościach po rzucie w ostatnich sekundach Artura Siódmiaka. Owszem, conajmniej 3 decyzje sędziowskie(faul w ataku Lijewskiego, karny przy stanie 4:3 dla Polski, czy zółta karta dla Bogdana Wenty) mogły wzbudzać kontrowersje, ale czy to tak bardzo wpłynęło na wynik spotkania. 2 z tych błędnych decyzji podjęte zostały w 1 połowie, którą jednak wygraliśmy. Ja, zamiast szukać dziury w całym, ubolewam nad slabością naszej ofensywy w drugich 30 minutach, na bezsensownych faulach w ataku podczas jednobramkowej straty. W nocy najprawdopodobniej śnić mi się będą  zgubione piłkii w ostatnim kwadransie meczu.

 

Mam nadzieję, że wyeliminujemy te błędy i po meczu z Islandią będziemy cieszyć się z kolejnego brązu orłów Wenty, a nie uskarżać się na pracę arbitrów, którzy jednak- by ich zbytnio nie usprawiedliwiać- baczniej powinni przyglądać się spornym sytuacjom w meczu na tak wysokim szczeblu turneju.

21:12, wierzycastg
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 stycznia 2010

Po dzisiejszym meczu naszych szczypiornistów z Francją byłem mocno podirytowany grą biało-czerwonych, zachowaniem sędziów i pierwszą porażką na ME. Po chwili jednak ochłonąłem szukając pozytywów dzisiejszego rezultatu.

Po pierwsze nasi ochłoną po porażce i wyciągną ważny wniosek- na stojąco i bez szybkich kontrataków meczów na tym szczeblu turneju wygrywać się nie da.

Po drugie- Wenta zadba o wyzwolenie u swoich podopiecznych lwiego pazura, chęci rewanżu i zatarcia złego wrażenia.

Po trzecie: Nie pokazaliśmy dziś ciekawych wariantów gry zarówno w ataku jak i w obronie. Przy ewentualnym finale z Francją 2 mecz może wyglądać zupełnie inaczej. Śmiem twierdzić, że mógł być to celowy zabieg trenera(dał więcej minut Żółtakowi, Jachlewskiemu i Kuchczyńskiemu) by część zagrań i atutów swych czołowych graczy zachować na grę w półfinale i finale, a także dać odpocząć mocno wyeksplatowanym Jurasikowi, Tłuczyńskiemu.

Po czwarte: Znów świetna postawa bramkarzy. Mimo biernej postawy obrony Sławek Szmal i uzupełniający go Piotr Wyszomirski bronili trudne rzuty, co może cieszyć.

Dzisiejszy mecz pokazał, że mając zapewniony awans nasi szczypiorniści nie potrafią się należycie zmotywować. Wyraźnie brakowało w obronie Artura Siódmiaka, który mam nadzieje będzie gotowy do gry w sobotę. Miłym zaskoczeniem były rzuty Karola Bieleckiego z dystansu, których waga staje się tym cenniejsza patrząc na rewelacyjnie spisującego się bramkarza trójkolorowych Omeyera(ponad 45% skuteczności interwencji).

Przy podsumowaniu krótko o sędziach dzisiejszego spotkania. Serbowie(nazwisk nawet nie miałem ochoty zapamiętywać) podjęli kilka skandalicznych decyzji. Jedna która rzuciła mi się w oczy po uderzeniu rywali piłka trafia w słupek, następnie na aut. Sędziowie wskazują piłkę dla Francji, która zdobywa łatwą bramkę. Martwi, że w tak ważnych meczach sędziują panowie, którzy znacznie wypaczają wynik meczu.

Teraz czas na Chorwację, którą dogłębnie zanalizuje już wkrótce.

22:50, wierzycastg
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
Tagi