Blog > Komentarze do wpisu

Legia nieuchwytna

 

Fajerwerkom nie było końca. Legia była niczym bogaty wczasowicz: po solidnej pracy w Warszawie, pojechała do Edynburga by odpoczywać. W rewanżu perfekcyjnie wykorzystała handicap uzyskany u siebie i kąsała rywala w stylu, jakiego w europejskich pucharach w wykonaniu nadwiślańskich drużyn nie zwykliśmy oglądać.

Mecz przy Łazienkowskiej był chyba największym dementi dla jednego z piłkarskich porzekadeł. Nie dość, że szybko zemściła się bramka strzelona przez McGregora, to jeszcze fatalne karne w wykonaniu Vrdoljaka pomsty nie znalazły. Znaleźli się za to Żyro i Kosecki i jak znalazł ułomność stwierdzenia „niewykorzystane sytuacje się mszczą" w 90-minutowej pigułce.

Nie nakręcałem się wiktorią Legii. Po pierwsze w Warszawie wystąpił Celtic przeraźliwie słaby, niechlujny, dawnego blasku drużyny bijącej Barcelonę nawet nie pamiętający. Po drugie pamiętałem, że nawet ten przeraźliwie słaby, straszący tylko z nazwy klub nieco częściej goszczący na peryferiach wielkiego futbolu od jakiejkolwiek polskiej drużyny, mógł się starym sobie zwyczajem w porę obudzić. Po trzecie, ile razy każdy z nas po 180 minutach walki o fazę grupową Champions League Wisły, Legii czy Lecha, krzyczał jak Boguś Linda „wiedziałem, że się spier*oli"? No właśnie. Realizm mieszał się z optymizmem. Czekałem na rewanż, informacje o braku transmisji wrzucając gdzieś pomiędzy science fiction a gówno z tabloidu.

Pomyślicie „debil" - jesteśmy po meczu w Edynburgu, a ten odgrzewa to, co dawno było i minęło. Nic z tych rzeczy. Robię to świadomie i z premedytacją, bo dzisiejszego meczu nie dane mi było oglądać, a relację z niego ograniczyłem do przekazu tekstowego w Internecie. Nie udało mi się chwycić nielimitowanego Internetu.
Nieuchwytny to zresztą słowo na dziś. Nieuchwytna była gra Legii dla Celticu, dla mnie i pewnie też wielu z Was, którzy nie załapaliście się na internetowy stream. Nieuchwytna była paręnaście dni temu dla Wojtka Kowalczyka, który łgał z Warszawian mówiąc o gwałtach, dziś zmuszony przyjąć salwy kpin z powodu swojej nieudolnej antycypacji.

Casus Kowala to zresztą zimny prysznic dla każdego z nas, dlatego muszę się nad nim pochylić. Ile razy  bowiem na głos wróżymy naszym ulubionym drużynom porażki, kpimy z nich wymownie, bawimy się w „zgaduj zgadula", by po zaskoczeniu rezultatem chować się wstydliwie za kotarą? „Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień" – winni zacytować fani z Żylety miast wyzywać jedną z barwniejszych postaci swego klubu. Mam nadzieję, że rozejdzie się po kościach, Wojtka cała sytuacja nauczy trochę pokory, Żyletę odrobinę więcej wstrzemięźliwości.

Wystawienie not piłkarzom Legii zostawię tym, którzy byli albo widzieli, natomiast Legię jako drużynę, kolektyw i załogę trenera Berga pragnę pochwalić w ciemno. Zawsze staram się wyczytać dyspozycję drużyny, atmosferę, poprzez gesty jej piłkarzy. Jeden z takich gestów, który przykuł moją uwagę miał miejsce tuz po końcowym gwizdku sędziego po meczu przy Łazienkowskiej. Spodobała mi się reakcja trenera Berga, który podszedł w pierwszej kolejności do Ivicy Vrdoljaka, szepnął mu coś do ucha, dodał wyraźnie przygnębionemu otuchy. Mógł przecież w euforii panującej na ławce oddać się radości pozostałej części drużyny, ale wolał zsolidaryzować się z jej kapitanem, okazać zrozumienie. Drobny ale wydaje mi się bardzo ważny gest budujący pozytywną atmosferę.

Na koniec jeszcze słowo o baloniku. Powoli zacznie się go pompowanie, bo Celtic marketingowo to wyższa półka od Litexu i Molde. A i tęskno nam do tej Ligi Mistrzów, więc piłkarzy z Warszawy pchać będziemy jak Rafała Majkę redaktorzy Jaroński z Wyrzykowskim. Ja już dziś, mam nadzieję, że bardziej udanie od Wojtka Kowalczyka, wywróżę Legii Łudogorec Razgrad. Obok takich firm jak BATE Borysow, APOEL Nikozja czy Steaua Bukareszt, bułgarski zespół wygląda najmniej poważnie, reprezentuje kraj piłkarsko bardziej ubogi a i skład wielkiego szału nie czyni. Oby tylko oba spotkania IV rundy były dostępne w polskiej telewizji. W przeciwnym wypadku prędzej niż popcham telewizor niesiony dopingiem, wypchnę go przez okno. Ze złości.

czwartek, 07 sierpnia 2014, wierzycastg

Polecane wpisy