Blog > Komentarze do wpisu

Stocha wejście do historii

Powtarzał konsekwentnie: „Nie chcę być drugim Adamem Małyszem. Jestem Kamilem Stochem". W momencie kryzysu polskiej kadry skoczków, jeszcze jako młokos prosił dziennikarzy: „nie oceniajcie nas. Ciężko pracujemy". Dziś nie tylko żaden nie będzie oceniał. Każdy zaprzeczy, że pięć lat temu nie dawał wiary.

Porównań z Adamem Małyszem nie sposób uniknąć. Stoch przy Małyszu dorastał i czy chcemy to powiedzieć, czy wolimy przemilczeć, Adama Małysza konsekwentnie przeskakuje. Wyskoczył zza pleców starszego kolegi po raz pierwszy 11 lutego 2005 roku, kiedy w próbie przedolimpijskiej w Pragelato zajął znakomite wówczas 7 miejsce. Od tamtej pory stał się niejako ofiarą łatki „zdolnego następcy wielkiego mistrza". Polemizował z tymi stwierdzeniami – widać było, że ta presja mu przeszkadzała. W mediach apelował o chwilę oddechu, spokoju. Uciekał, bo dojrzewał. Frustrował się, bo jeszcze nie umiał sobie sam z tym poradzić.

Mijały lata kiedy budował sobie pozycję wicelidera kadry skoczków. Krzepnął przy mistrzu wysyłając delikatne sygnały, że idzie po swoje. Doszedł po raz pierwszy w 2011 roku wygrywając konkurs PŚ u siebie, w Zakopanem. Dwa lata później był już Mistrzem Świata i trzecim skoczkiem Pucharu Świata. Pobił rekord Polski w długości skoku (232,5 m ), stał się naturalnym kandydatem do medalu zbliżających się IO w Soczi.

I wtedy wrócili ci, którzy dmuchali balon z porównaniami, szansami i przewidywaniami. Koronowali Kamila zanim ten na dobre założył kombinezon i oddał pierwszy skok w sezonie. Ale jak przystało na wielkiego sportowca, Stoch wyciągnął wnioski. Od początku sezonu sprawiał wrażenie człowieka kompletnie zresetowanego. Obok buńczucznych śpiewów o medalach przechodził ze spokojem, ale i świadomością, że jest faworytem. Na próbę wystawiał go nie tylko spragniony sukcesu 40 milionowy Naród, ale również dyspozycja fizyczna która w pięć minut przed najważniejszym momentem kariery chciała spłatać mu figla.

Ale tak ona jak i rywale na skoczni nie byli w stanie mu podskoczyć. Równie wysokiej deklasacji na średniej skoczni próżno szukać w historii skoków narciarskich. Tak jak próżno znaleźć podobnie spokojną reakcję samego zwycięzcy. Bo jak powiedział sam Mistrz Olimpijski tuż po oddaniu zwycięskiego lotu: „Nie będziemy szaleć. Jeszcze dwa konkursy przed nami, robota czeka". Wypada tylko napisać – róbcie tak dalej. Brawo! 


niedziela, 09 lutego 2014, wierzycastg

Polecane wpisy